
Pracując w biurze lub korporacji również trzeba coś jeść. Większe firmy opłacają obiad dla swoich pracowników, ale to nadal należy do rzadkości. Skoro firma nie płaci, to pozostaje żywienie na własny rachunek i tu zaczyna się cała zabawa.
Udając się na obiad do restauracji trzeba zapłacić co najmniej 20 zł (przyjmijmy obiad plus coś do picia). Jednak obiad obiadem, a coś jeszcze przydałoby się przekąsić. W takich sytuacjach ludzie ratują się bułkami z bufetu, drożdżówkami lub batonami. Ani to smaczne, ani zdrowe. Dodam jeszcze 5zł na przekąski.
Dla uproszczenia przyjmę, że po odjęciu urlopów pracuje się 48 tygodni.
Podsumujmy: 48 tygodni x 5 dni x 20 zł = 4800zł
Oczywiście przyjęte wskaźniki mogą się zmieniać. Catering może kosztować 15-20zł w zależności od tego, ile osób zamawia do firmy jedzenie.
Jak to rozwiązać? Proponuję szykować własne kanapki. Brałem swoje jedzenie przez całe studia i nigdy nie słyszałem jakiejś uwagi na ten temat. Być może ktoś coś powiedział, za moimi plecami, ale to nie mój problem, tylko tej osoby
Jak rano spieszysz się do pracy przygotuj je dzień wcześniej, owiń folią i schowaj do lodówki. Rano będą świeże. Jaka jest przewaga własnego jedzenia:
- wiem, czy to co jem jest świeże
- mam takie pieczywo jakie lubię
- mam w kanapce wszystko to, co chcę
- robię kanapki takiej wielkości, aby się pożywić, a nie napchać
Kiedy zajęcia trwały długo brałem dwie lub trzy małe bułki. Taki posiłek w zupełności wystarczy. Idąc na obiad często jemy znacznie więcej niż potrzeba tylko dlatego, że za to zapłaciliśmy.
Mała bułka, plasterek sera, wędliny i pomidora lub zielonego ogórka nie kosztuje więcej niż 1zł. W uczelnianym bufecie sprzedawano takie bułki za 3,5zł przy czym świeżość pozostawiała czasami wiele do życzenia.
Przyjmijmy, że do pracy weźmiesz dwie bułki. Czasem skusisz się jeszcze na jabłko, drożdżówkę lub jakiś sok, więc dodam jeszcze złotówkę.
48 tygodni x 5 dni x 3 zł = 740zł
Jak przerzucisz się z cateringu na własne jedzenie zaoszczędzisz4080zł. Jest różnica?
Idąc do biura podróży na dwa dni przed wylotem za 1100zł kupisz tygodniowe wakacje w Egipcie z opcją wyżywienia All Inclusive. Wybierz sobie dwie, trzy wycieczki, które Cię interesują i zwlekaj z zapłatą do samego końca. Czasami różnica jednego dnia powoduje, że zapłacisz nawet 200zł mniej.
Dlaczego? Biura czarterują całe samoloty i rezerwują całe hotele (lub ich części). Dlatego wolą by ktoś jechał po kosztach niż gdyby miejsce miało być puste
Bartek
Znasz jakiś prosty sposób, który może znacząco wpłynąć na stan domowego budżetu? Podziel się nim w komentarzu
Edit: Pomyliłem się w obliczeniach biorąc pod uwagę tylko tygodnie.
Biorąc pod uwagę komentarz Oresta wyjdzie, że kupując obiad tylko w dni robocze za 10zł wydamy 2100zł. (210 dni roboczych x 10zł). Gdyby obiad kosztował 20zł wychodzi 4200zł.
Obliczenia Adriana podłożyłem do wpisu.
Dzięki za czujność chłopaki! :)
Spodobał Ci się ten wpis? Kliknij w “Lubię to!” i podziel się nim z przyjaciółmi! Zajmie Ci to najwyżej sekundę
Dziękuję!
Przeczytaj podobne wpisy:

Lipiec 10th, 2010
Bartek
Posted in
Tags: 

Parę błędów w wyliczeniach:
Po pierwsze – 48 x 20zł = 960zł
Po drugie – wg Twoich założeń ma nam wystarczyć 1 posiłek na tydzień czy chodzi o to żeby raz w tygodniu zamiast drogiego obiadu wziąć sobie kanapki?
Policzmy codzienne żywienie w pracy przez cały rok:
48 tygodni x 5 dni x 20 zł = 4800zł – robi wrażenie, prawda?
48 tygodni x 5 dni x 3 zł = 740zł – czyli oszczędność 4080zł rocznie
Pozdrawiam autora i czytelników,
Adrian
Faktycznie policzyłem tylko tygodnie. Już poprawiam!
Idea dobra – obliczenia złe
W każdym tygodniu mamy jeszcze po 5 dni pracy. Dokładniej będzie pomnożyć wyżywienie ok. 10 zł (bo za tyle już można kupić porcję dobrych pierogów) przez ok. 210 dni pracy w roku (to już bez weekendów, urlopu i wolnych). Wychodzi na fajniejszą wycieczkę
Uśmiechy!
Orest
Proszę bardzo!
Jeśli obiad wypada w trakcie pracy czy studiów (bo jesteśmy poza domem od 10 do 18) to można przygotowywać sobie sałatki – ugotowany makaron + jakieś warzywka + majonez + tuńczyk… co kto lubi. Na kanapkach trudno się ciągnie (łatwo zgubić kilka kilogramów nawet, gdy nie ma z czego – sprawdzone
).
Uśmiechy!
Orest
Orest Tabaka
Zgadza się, ale chyba taka sałatka za długo w teczce leżeć nie może. W czasach liceum jak dość intensywnie ćwiczyłem na siłowni brałem ze sobą do szkoły ryż z jogurtem i owocami
Wesoły
Informacje na temat jakości jedzenia w restauracjach mam od kolegów z Twojej branży. Nie neguję w żaden sposób tego, że są restauracje, które bardzo dbają o świeżość produktów, ale są i takie, które idą na łatwiznę. Generalnie polecam jedzenie tam gdzie jest dużo ludzi. Wiadomo wtedy, że towar schodzi, więc i zakupy muszą częściej robić
Pozdrawiam!
Bartek
Jako kucharz i dietetyk napisze tak, bułka (najlepiej ciemne pieczywo, jest najzdrowsze) do tego szynka, ser i ogórek, pomidor, sałata rzodkiewka, może trochę szczypiorku lub rzeżuchy, nie ma nich zdrowszego
no i jabłko do tego
(an apple a day keeps the doctor away, coś w tym jest)
Orest, tuńczyka bym nie polecał ze względu na zapach i na problem jego wyginięcia , ale dobry pomysł, mój tata zawsze robił sobie sałatkę z pomidorów (powidor zapobiega rakowi
) lub sałatkę z marchwi,
ale bardzo dobry pomysł np. sałatka z makaronem i szynką , wystarczy wpisać w Googlach „sałatka z makaronu” i zbierać przepisy.
Polecam też surówki, tanio i zdrowo
Bartek , z tym wiesz co jesz, wstrzymał bym się trochę, pracowałem w Polsce w trzech restauracjach, i tam wszystko było świeże, w Krakowie w Barach mlecznych , jedzenie też bylo oki.
z tego co ja polecam, to zupy, kosztują mało a dla naszego organizmu robią bardzo dobrze (lekko strawne, i dużo składników mineralnych)
A po zupce bułka
fajny wpis
W firmach często są lodówki, więc jest gdzie przechować (pamiętając o amatorach cudzego jedzenia)
Orest
No tak, to jest rozwiązanie
Robienie sobie bułek i salatek do pracy jest świetnym pomysłem. Pozostaje jeszcze tylko kwestia oszczędzania, czyli faktycznego odkładania pieniędzy
Bo to że nie wydam 10zł dziennie na jedzenie, nie oznacza że te pieniądze zostaną w mojej kieszeni aż do wakacji
Jakieś rady w tej kwestii?
Pozdrawiam!
Alex
Jak mamy wyliczone ile mniej więcej jesteśmy w stanie zaoszczędzić można założyć „wakacyjne konto”, na którym co miesiąc ląduje 200-300zł. Te pieniądze powinny pozostać nietykalne
To jest prawda, oszczędzając na drobiazgach można zaoszczędzić na coś większego. Ja w tym miesiącu poszłam w postanowienie zapisywania wszystkiego na co wydaję pieniądze – by rozsądniej nimi dysponować… zobaczymy jak wyjdzie eksperyment
. Pozdrawiam
Ewelina
Swego czasu zapisywałem wszystkie wydatki w arkuszu kalkulacyjnym. Warto obserwować wydatki i zastanawiać się co z tego było naprawdę potrzebne, a co kupiłem pod wpływem impulsu.
Następnie zacząłem redukować nieplanowane zakupy. Takie podejście pozwala utrzymać niskie koszty życia
Pozdrowienia!
Bartek
Ja staram się planować wydatki na cały miesiąc tego dnia, kiedy na moim koncie pojawiają się pieniądze. Jako studentka nie kupuję w restauracjach i także robię sobie sama kanapki
, jednak, gdybym nie planowała tych wydatków i nie trzymała się planu, zapewne tonęłabym teraz w długach…
Linka świetne podejście. W ostatnim czasie miałem okazję oglądać program „Kuchenne rewolucje”. Gdy pokazano zaplecze i produkty, z których przygotowuje się jedzenie dla klientów, to idea robienia własnych kanapek jeszcze bardziej mi się spodobała