
Wiele osób, które interesują się rozwojem osobistym i wszelkimi pokrewnymi tematami wpadają często w informacyjne przytłoczenie. Czytają ebooki, książki, oglądają kursy video, słuchają audiobooków, zapisują się na newslettery itp.
Problem polega na tym, że nadmiar informacji powoduje paraliż decyzyjny i zamiast działać ludzie ciągle czytają i uczą się.
No bo przecież żeby założyć firmę, to trzeba mieć pieniądze, trzeba się znać na marketingu, księgowości i jeszcze trzeba pracować nad własnym warsztatem.
Młodzi ludzie, którzy mają mnóstwo energii moim zdaniem często źle ją ukierunkowują. Ba! W ogóle jej nie ukierunkowują, tylko jest ona rozproszona.
Działanie z rozproszoną energią można porównać do Apapu, który wrzucasz do jeziora i późniejszej wiary w to, że łyk wody z tego jeziora leczy ból głowy. Nie leczy. To nie działa. Zadziała jak wrzucisz tę samą tabletkę do szklanki wody.
Kiedy prowadziłem warsztaty w Katowicach i Wrocławiu miałem okazję słuchać ludzi, którzy opowiadali mi o swoich problemach z nadmiarem wiedzy do spożycia. Z rozwów tych wynikało, że problem przeładowania dotyczy w szczególności ludzi interesujących się NLP, hipnozą i tematami pokrewnymi. Czytają o raporcie, języku perswazji, metamodelach, kotwiczeniu i innych technikach i…to by było na tyle.
Druga grupa, która cierpi na „chomikowanie” to faceci interesujący się podrywaniem. Zbierają TONY szkoleń video, podcastów, ebooków i książek, ale nie idą w miasto, żeby sprawdzić jak to wszystko działa.
Trzecia grupa, to ludzie którzy interesują się szeroko pojętym ebiznesem. Gromadzą materiały z chomików, torrentów i skąd tylko się da. Magazynują na dysku gigabajty szkoleń, z którymi nic nie robią.
Nie wiedzą czy zacząć od bloga, czy może napisać ebooka, czy stworzyć kurs, czy może najpierw napisać kilkadziesiąt artykułów. A może nie pisać tylko nagrywać video? A może podcasty będą lepsze? I najgorsze jest to, że z tego amoku ludzie nie potrafią się wyrwać bo ciągle pojawia się coś nowego.
Nie mam zarzutu do tych wszystkich powstających informacji bo przecież sam je generuję. Są ciekawe i sprawiają, że nawet ludzie, którzy nigdy szkolnymi orłami nie byli zaczynają sięgać po książki. Problem tkwi w tym, że poza swoją atrakcyjnością ta wiedza często jest bezużyteczna.
Dlaczego tak sądzę?
Zrób mały rachunek sumienia – jak cała wiedza, którą do tej pory zdobyłeś z zakresu: NLP, komunikacji, ebiznesu, podrywania, inwestowania i niezależności finansowej odbija się na Twoim portfelu? Czy dzięki temu wszystkiemu co przeczytałeś udało Ci się chociaż podwoić swoje dochody? Czy Twoje życie naprawdę stało się lepsze?
Jeśli tak to gratuluje!
Jesteś w zaledwie kilku procentach, które zdaje sobie sprawę z tego, że wiedza bez implementacji jest gówno warta.
Przeczytaj powyższe zdanie raz jeszcze!
Chcesz wiedzieć jak to wszystko ogarnąć? Za chwilę opiszę Ci kilka trików, które zastosowałem w swoich działaniach. Nie ukrywam i nigdy nie ukrywałem tego, że swego czasu też cierpiałem na masową konsumpcję wiedzy, z którą nic nie robiłem.
Na szczęście ten etap mam już za sobą. Stosując się do poniższych wskazówek szybciej przejdziesz drogę „od widza do reżysera”.
.
1. Zamiast listy „To Do” stwórz listę PTR
Wymyśliłem sobie taki skrót, który w pełnym rozwinięciu brzmi: „Przestań To Robić”. Dla ludzi cierpiących na masowe gromadzenie wiedzy, to może być cenniejsza lista niż lista „rzeczy do zrobienia”.
Nie kwestionuję tutaj listy To Do. Sam je sporządzam i są bardzo pomocne. Co powinno się znaleźć na Twojej liście PTR? Oto kilka przykładów:
- Przestań co chwilę zaglądać na maila i Google Reader
- Przestań przesiadywać pół dnia na Facebooku
- Przestań ściągać co chwilę nowe ebooki, audiobooki i szkolenia video
- Przestań narzekać
Identyfikacja rzeczy, które blokują działanie jest bardzo ważnym krokiem.
.
2. Znajdź mentora
To jest punkt, który poważnie powinieneś wziąć sobie do serca ponieważ zawsze będzie za dużo wiedzy, a za mało czasu. Znalezienie mentora jest kluczowym rozwiązaniem.
Swego czasu Marcin pisał u siebie, żeby uczyć się wybiórczo od wielu ekspertów i stworzyć z tego swój własny styl. Nie mogę się z tym zgodzić.
To właśnie wybiórcze uczenie od wielu różnych ekspertów i Guru powoduje, że zamiast skupić się na konkretnych działaniach człowiek przeskakuje między różnymi sposobami, technikami i trikami nie doprowadzając żadnego projektu do końca.
Zresztą jeśli obserwujesz blog Marcina nieco dłużej to wiesz, że przeszedł on drogę od tworzenia mini-stron, przez squeeze page, article marketing, Facebook Ads i wszystko po to, by wrócić na polski rynek (choć był zwolennikiem działania na zachodzie) i oprzeć biznes nie o blog, ale o listę mailingową.
Eksperymentowanie jest dobre, ale może zniechęcać, a droga do konkretnych efektów jest długa i kręta.
Moim zdaniem zdecydowanie lepszym sposobem jest zaufanie na starcie jednemu ekspertowi. Całą resztę wywal z komputera, przestań czytać maile i blogi innych specjalistów.
Jak chcesz nauczyć się tańczyć, to ucz się od kogoś, kto potrafi tańczyć.
Jak chcesz nauczyć się gotować, to znajdź kogoś, kto gotuje wyśmienicie.
Jak chcesz założyć i rozwinąć blog, to wydaj 20 dolców, kup 31 Days to Build a Better Blog i wykonaj lekcję za lekcją. Nie przeczytaj – wykonaj.
Koncentracja na radach jednej osoby daje naprawdę solidne fundamenty i pierwsze efekty. Później możesz modyfikować swoje działania i zasięgać rad kolejnych eksperów, ale zacznij od jednego mentora, który poprowadzi Cię za rękę. Nie wiesz kogo wybrać? To proste – patrz na wyniki i wybierz tę osobę, której podejście do tematu najbardziej Ci odpowiada.
.
3. Zrezygnuj z subskrypcji.
Wiem, że tym zdaniem być może kopię pod sobą dołek. Może jesteś na mojej liście mailingowej i postanowisz zrezygnować z subskrypcji newslettera lub bloga.
Cóż, mógłbym nie zamieszczać tego punktu, ale byłoby to niespójne z moimi przekonaniami i podejściem.
Jednak jeżeli rezygnacja z czytania tego bloga miałaby sprawić, że zmienisz swoje podejście z pasywnego czytelnika na aktywnego kreatora, to super!
Ciągły dopływ nowych informacji odrywa Cię od działania. Nowe „sekretne metody” sprawiają, że przestajesz skupiać się na tym co ważne i zjeżdżasz z toru.
Nowe materiały video, mp3 i pdf są jak zabawki – chcesz je obejrzeć i trochę się nimi zająć. Problem polega na tym, że nowe błyskotki pojawiają się każdego dnia. Jak w takich warunkach chcesz doprowadzić cokolwiek do końca? Będę szczery – to niemożliwe. A jeśli możliwe, to pewnie baaardzo długo potrwa dopinanie projektu na ostatni guzik.
Subskrybowałem wiele blogów i newsletterów. Dzisiaj obserwuję może jedną czwartą z tego, co obserwowałem jeszcze rok temu. Można tego dokonać zadając sobie bardzo proste pytanie:
Jak ta wiedza ma się do tego, co w tej chwili realizuję? Czy ten newsletter/ szkolenie/ podcast wspiera moje bieżące działania?
Jak wspiera – zostaw go. Nie wspiera – usuń.
.
4. Stwórz folder: „Zobaczę później”.
Trenerzy, blogerzy i marketerzy będą co jakiś czas dostarczać nowe materiały. Jak jesteś zajęty tworzeniem czegoś ważnego, to stwórz na komputerze folder: „Zobaczę później”. Sam mam taki folder. Ściągam do niego różne pfd’y, podcasty i szkolenia video.
Zazwyczaj okazuje się, że już na drugi dzień nie pamiętam o ich pobraniu. Czasami wracam do tych materiałów, a czasami kasuję je bez przeglądania. To zależy nad czym w danej chwili pracuję.
Ważne jest to, żeby nie przerywać bieżącego projektu. Jak masz coś do zrobienia, to najpierw to dokończ.
Inna opcja jest taka, żeby zrobić sobie dzień na edukację. Wtedy raz w miesiącu możesz ogarnąć wszystko, co zachomikowałeś
.
5. Kupuj materiały edukacyjne.
Pierwszy kurs jaki kupiłem kosztował mnie 800zł. Zawierał wskazówki na temat tego jak napisać ebooka, jak nagrywać materiały video, skąd czerpać wiedzę, jak wybrać niszę itp. Generalnie wszystko co potrzebne, żeby wystartować.
Przyznam szczerze, że odkrywczej wiedzy nie było tam za wiele. Dużo rzeczy widziałem i słyszałem wcześniej. Natomiast samo to, że za to szkolenie ZAPŁACIŁEM spowodowało, że przerobiłem każdą lekcję i wdrożyłem ją do życia. To przyniosło wyniki zarówno w moich działaniach internetowych jak i tych w realnym świecie
Kupując ten kurs ciągle miałem w głowie myśl: „Zapłaciłem za to, więc muszę to wykorzystać. Jak tego nie zrobię to zmarnuję swoje pieniądze”.
Wiem, że materiały kosztują. Wiem, że jak dobrze poszukasz, to znajdziesz je spiracone szkolenia gdzieś na torrentach. Tylko co z tego, że to ściągniesz i obejrzysz jak nie będziesz miał wyników? Tylko stracisz czas.
Zacznij od czegoś małego. Kup ebooka albo wartościową książkę. Zobaczysz, że do informacji, za które zapłaciłeś podejście jest całkowicie inne niż do tego, co możesz mieć za darmo.
Każdy z ekspertów, z którym przeprowadziłem wywiad przyznał, że kupował drogie materiały od zachodnich ekspertów. Adrian Kołodziej mówił, że uczył się od Ebena Pagana, Franka Kerna i Jeffa Walkera.
Mirek Szmajda mówił, że jego mentorką jest Wanda Loskot.
Piotr Majewski w różnych wywiadach wspominał, że kupował szkolenia za 2.000$ od amerykańskich marketerów. Czy było warto? Patrząc na ich wyniki zapewne tak.
Jak subskrybujesz newsletter i obejrzałeś video, które wczoraj wysyłałem, to wiesz, że Paweł Danielewski szykuje szkolenie jakiego polski rynek ebiznesu jeszcze nie widział.
Paweł zebrał najskuteczniejsze metody marketingowe i zaprosił do współpracy całą śmietankę polskiego ebiznesu.
Gdybyś chciał kupić na zachodzie całą wiedzę jaka będzie przekazana w tym kursie musiałbyś wydać co najmniej 6.000$ czyli ok. 16.000zł.
Tymczasem on będzie to sprzedawał za…. a niech to jeszcze pozostanie tajemnicą. W każdym razie cena będzie dostosowana do polskich pensji
Namiastkę kursu możesz poznać zapisując się na szkolenie miniExpert.2.0.
.
Dwie wskazówki:
1. Aby zaoszczędzić czas podczas oglądania wszelkich materiałów audio i video odtwarzaj je przez program BestPlayer. Ma on funkcję przyspieszania odtwarzanego materiału. Możesz w ten sposób skrócić czas słuchania o co najmniej 1/3.
2. Gdy chcesz jak najwięcej skorzystać z materiałów audio i video, to wyobraź sobie, że to nie jest nagrany film, tylko rozmowa na Skypie. Pomyśl także, że zapłaciłeś za te wskazówki 500zł.
Piszę o tym, bo wiem, że wiele osób takie szkolenia ogląda przy okazji jedzenia, zmywania, sprzątania, surfowania po sieci.
Czy gdybyś zapłacił 500zł za godzinną konsultację z ekspertem też byś się tak zachowywał? Mniemam, że nie.
.
Kliknij w zdjęcie poniżej, zapisz się na kurs i odbierz przygotowane przez Pawła materiały.
Po akcji promocyjnej jak to zwykle bywa zacznie się sprzedaż. Jak zapewniał mnie Paweł Kurs Expert 2.0 to pełna droga od A do Z.
Od czytelnika i marzyciela do właściciela działającego i zarabiającego ebiznesu.
Jak zdecydujesz się na zakup tego szkolenia, to możesz z czystym sumieniem skasować wszystkie blogi i newslettery o zarabianiu w internecie. Pozwól Pawłowi zostać Twoim mentorem i włóż całą energię w implementację wiedzy przekazywanej w jego szkoleniu, a wyniki na pewno będą zadowalające.
Pozdrawiam!
Bartek
Przeczytaj podobne wpisy:
- Jak pokonać prokrastynację? – fragment ebooka
- Jak doszczętnie zniszczyć konkurencję i pokonać obawy przez założeniem własnego (e)biznesu?
- Potrzebujesz więcej czasu? Wyeliminuj social media!
- Podstawowe elementy produktywności
- ZTD (nawyk 4-działanie!)
- Proste kroki aby wystartować z miejsca
- ZTD –(nawyk 2-Przetwarzanie)
- Jakie wymówki Cię powstrzymują?
- Jak w pełni zapanować nad skrzynką mailową?
- Jak w końcu skończyć rozpoczęte zadania?

Kwiecień 29th, 2011
Bartek

Posted in
Tags:
No muszę powiedzieć, że jestem trochę tego typu szperaczem. Uwielbiam czytać nowinki na temat motywacji i rozwoju osobistego. Śledzę wiele blogów o tej tematyce i po 2 latach zainteresowania tematem sam stworzyłem własnego bloga. Tak więc, mam nadzieję że nie zabrzmi to zbyt arogancko, ale jestem tak jakby młodszym kolegą z branży Bartku
I niestety tak jak mówisz, część materiałów wpada jednym uchem i wypada drugim. Najgorsze w tym wszystkim nie jest to, że te materiały są słabe jakościowo. Nie, bo słabe materiały da się poznać i w ciągu pierwszej połowy czytania, oglądania czy słuchania dać sobie z nimi spokój. Najgorsze jest to, że tych dobrych materiałów jest za dużo! Wiem że to może zabrzmieć śmiesznie. Ale coś w tym jest bo powstają coraz to nowsze świeże i kreatywne pomysły na modelowanie życia, motywacyjne i ogólnorozwojowe metody. Każda z nich może być oparta na zupełnie innych fundamentach i każda z nich może się sprawdzać.
Masz Bartku zupełną rację, bo takie chwytanie wielu srok za ogon zaczyna się najczęściej wielkim zapałem i motywacją, potem przychodzi etap przeładowania wiedzą i nieudolne próby wprowadzania zbyt wielu zmian w swoim życiu na raz. A kończy się tym, że robimy małe motywacyjne kółko i lądujemy w punkcie wyjścia z wymieszaną wiedzą, przekonani o jej bezużyteczności (bo gdzie tam nasza wina w tym była).
Świetny wpis i daje do myślenia, bo zwraca uwagę na problem najczęściej bagatelizowany albo nieświadomy. Porady wezmę sobie głęboko do serca, bo czuję się jedną z tych osób, które padły ofiarą przerostu treści i wiedzy nad praktyką. Pozdrawiam i dziękuję!
Cinex tak jak piszesz materiałów o bardzo wysokiej jakości jest bardzo dużo i największym problemem jest chyba to, że ludzie nie potrafią uczepić się jednej metody na np. dwa miesiące tylko temat traktowany jest powierzchownie. To z kolei prowadzi do uwag w stylu: „To nie działa”.
Niestety rzadko kiedy widzę, żeby ktoś tak jak Ty szczerze przyznał, że jest tym wszystkim przeładowany. Taka deklaracja sprawia, że bierzesz odpowiedzialność za swoje życie. Za to co masz, ale i za to czego nie masz
Powodzenia życzę!
Bartek
Otóż to! Mam wrażenie, że takie ssanie na wiedzę to naturalny etap. Sam to miałem… a teraz czytam jakieś 25 blogów, które publikują rzadko i w tym roku przeczytałem jedną książkę? Gdzieś w którymś momencie przyszła pora sprawdzić się w rzeczywistości i czytanie poszło w kąt… choć wciąż czasem podczytuję, ale bardziej o innych stylach życia (np. blogi tych co bujają się po świecie)
Orest
No i właśnie o to chodzi. Generalnie sam po różnych testach zmieniłem podejście do wiedzy. Potrafię przeczytać jedną książkę w ciągu kilku godzin i kiedyś chłonąłem jedna po drugiej. Dzisiaj też mogę przeczytać książkę za jednym posiedzeniem, ale nie sięgam po kolejne przez kolejny tydzień lub dwa, tylko staram się wdrażać przekazane wskazówki.
I takie właśnie podejście do szybkiego zdobywania wiedzy obecnie propaguję: Ucz się szybko, ale później koniecznie z tą wiedzą coś zrób.
Gwoli ścisłości – nie przeniosłem się na polski rynek, a tylko dodatkowo chcę przetestować swoje pomysły na polskim rynku. Więc lepiej to nazwać „rozszerzeniem działalności”. To jedna kwestia.
Co do guru – gdybym miał wybrać tylko jednego mentora, wybrałbym pierwszego, którego książkę przeczytałem, nawet jeżeli pisałby bzdury lub rzeczy, które nie sprawdzają się w moim przypadku. Dzięki temu że sprawdzam różnych ekspertów, mogę zmienić swoje poglądy i np. przestać wierzyć w „genialne” rady specjalistów od biznesu, którzy zbudowali swój biznes na pisaniu książek o budowaniu biznesu.
Zapatrując się w jednego specjalistę zamykasz się na innych i być może cały czas wpatrujesz się w kogoś, kto jest oszustem, jak 95% guru z dziedziny make money (bo zarabiają na czymś zupełnie innym niż polecają zarabiać).
„przeszedł on drogę od tworzenia mini-stron, przez squeeze page, article marketing, Facebook Ads i wszystko po to, by wrócić na polski rynek (choć był zwolennikiem działania na zachodzie)”
Po kolei – ministrony – okej, robiłem ministrony. Squeeze pages – tworzę je ciągle. Article marketing i Facebook Ads to sposoby na pozyskiwanie ruchu na squeeze pages, a nie oddzielne metody. To tak jakbym pisał, że przeszedłeś z komentowania innych blogów do SEO, jakby te dwie metody się wykluczały i w ogóle były metodami na zarabianie, a nie jedynie na ruch.
Dalej jestem zwolennikiem działania po angielsku, bo jest mnóstwo rzeczy na których w Polsce obojętnie jak się będziesz starał, nie zarobisz nic, co można by nazwać jakimś poważnym dochodem. Z prostego powodu, że ludzi mówiących po angielsku jest na świecie półtora miliarda, a po polsku zaledwie może 50 milionów. I z tego drugiego prostego powodu, że native speakerzy krajów, gdzie angielski jest językiem codziennym zwykle zarabiają kilka razy więcej niż Polacy, a także o wiele chętniej wydają pieniądze chociażby na produkty wirtualne.
„Oprzeć biznes nie o blog, ale o listę mailingową” – tego w ogóle nie rozumiem. Nigdy nie opierałem żadnego biznesu o blog, a i lista mailingowa nie jest nowością, bo o nią są oparte moje stworzone już prawie niecały rok temu squeeze pages.
Marcin – dziękuję za głos i sprostowanie kwestii, które poruszyłem. Mam trochę wrażenie, że odebrałeś wzmiankę na swój temat nieco osobiście, choć absolutnie nie było to moim zamiarem.
Z wyborem eksperta się zgadzam – trzeba trochę poszukać, żeby znaleźć kogoś dobrego, ale nigdzie nie napisałem, że trzeba się uczepić pierwszego lepszego, na którego się trafi. Po prostu w pewnych dziedzinach są uznane postaci i np. gdy mówimy o blogowaniu to osobom takim jak Darren Rowse, Brian Clark czy Yaro Starak warto moim zdaniem zaufać.
Rynek angielski – tak jest dużo większy i panuje tam inna mentalność jeśli chodzi o kupowanie infoproduktów, ale trzeba mieć też na uwadze większą konkurencyjność. Nie wykluczam, że nie da się tam zarabiać – po prostu może to być nieco trudniejsze niż na lokalnym rynku.
W ostatnim wyrażeniu miałem na myśli to, że wcześniej na swoim blogu zamieszczałeś reklamy, linki partnerskie i był dział „Zarabiaj ze mną”? czy coś takiego. Obecnie rozszerzasz działalność i z tego co widzę bardziej koncentrujesz się na budowie listy w oparciu o kurs: „Efektywne blogowanie”.
Przy okazji mam pytanie: co Cię skłoniło to rozszerzenia działań na polski rynek? Pytam z ciekawość bo w swoich artykułach namawiasz do koncentracji i pracy nad jednym projektem aż do jego zakończenia.
Żeby nie było nieporozumień: nie twierdzę, że jest w tym coś złego. Każdy ma prawo zmienić poglądy zdobywając nowe doświadczenia. Zastanawiam się czy jednak na rynku anglojęzycznym nie idzie tak dobrze jak zakładałeś, czy może projekty, które tam masz są domknięte i teraz przeznaczasz czas na nowe działania?
Odpisz jak znajdziesz chwilę
Pozdrawiam!
Bartek
Ja czytam bardzo dużo. I nie zamierzam tego zmieniać. Ponieważ w moim wypadku wygląda to tak- na przykładzie- nigdy nie występowałem publicznie, a trafiła mi się sytuacja że musiałem dać wykład w warszawskiej szkole reklamy, na temat Animacji komputerowej.- Kupiłem trzy książki o prezentacji i wystąpieniach publicznych, z każdej wyciągnąłem co się dało (najlepsza okazała się książka Berta Deckera) Schemat Deckera pozwolił mi sie przygotować do 8 godzinnej prezentacji w godzinę, kilka prób które nagrałem na video Zgodnie z radą z książki pozwoliło mi się pozbyć nieciekawych nawyków. W rezultacie dostałem bardzo pozytywny odzew po wykładzie.
I tu leży moim zdaniem sedno- chodzi o to żebyś najpierw wiedział CO chcesz zrobić, a z książek i innych materiałów dowiadywał się JAK. Nie na odwrót. Wtedy latwo będzie ci selekcjonować materiał, i nie będziesz czytał dla przykładu o zarządzaniu organizacja, przygotowując się do pisania bloga.
Pozdrawiam.
Bardzo dobra uwaga! Pozwoliłem sobie na pogrubienie części Twojej wypowiedzi, żeby była łatwiej dostrzegalna dla innych osób.
Witaj Bartku,
bardzo ciekawy i inspirujący wpis. Hm, czytając go czułem się jakbym rozmawiał ze swoim zmaterializowanym sumieniem. Tak to prawda, przyznaję, natłok informacji, które chciałbym wchłonąć czasem mnie przytłacza. Efekt jest odwrotny do zamierzonego. Jak powyżej napisał Orest Tabaka, ” że takie ssanie na wiedzę to naturalny etap”:) Cieszy fakt, że nie tylko ja się z tym borykam, ale faktycznie chęć nadrobienia zaległości z 10 lat w 1/10 nie jest najlepszym rozwiązaniem. Nie da się przecież przebiec maratonu kupując nowe buty i getry do biegania, na tydzień przed!
Z dnia nadzień widzę już jednak postępy. Min. dlatego powstał mój blog, którego sam staram się być aktywnym subskrybentem:)By techniki, metody utrwalać, a przy okazji dzielić się z innymi!
Czas najwyższy odbić z defensywy przejść do ataku!
Gratuluję świetnego wpisu !
Pozdrawiam
http://janpaweltomaszewski.pl
Pasjonat Rozwoju Osobistego
Hej!
Gratuluję aktywnego podejścia do sprawy. Szkoda, że taka postawa nadal jest rzadkością.
PS. Fajna sprawa z tymi wyścigami na skuterach
Dzięki Bartku!
Co do skuterów, to faktycznie niezły kąsek. Mało kto wie, że taka forma rywalizacji istnieje. Niestety w Polsce rozwój sportów motorowych jest jaki jest. Zagranica, choćby Czechy dają znacznie lepsze możliwości!
Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia:)
Jan Paweł Tomaszewski
http://janpaweltomaszewski.pl
Pasjonat Rozwoju Osobistego
[...] Jak pokonać informacyjne przytłoczenie? – Naprawdę ciekawe przemyślenia odnośnie podejścia do nauki i poszerzania swojej wiedzy na temat motywacji i rozwoju osobistego. Bartek Popiel w tym artykule porusza kwestie przeładowania materiałami odnośnie rozwoju osobistego i próbą jednoczesnego wprowadzania w nasze życie wielu magicznych recept. Co w efekcie okazuje się fiaskiem i wychodzeniem z założenia, że to nie działa? Jednak czy większość naprawdę dobrych programów motywacyjnych nie działa? Czy może my przeładowani wiedzą wolimy dalej zgłębiać jej tajniki, niż spróbować wykorzystać je w praktyce? [...]
Dobry artykuł, Bartku i zgadzam się z Tobą w wielu punktach. Bardzo podoba mi się pomysł stworzenia listy PTR, zwłaszcza że podświadomie dobrze wiem, na co nie powinienem tracić czasu, ale dopóki nie zapiszę tego na liście, to się do tego nie stosuję
Jedną z pozycji na mojej liście z pewnością będzie „Nie czytać komentarzy pod wiadomościami na serwisach informacyjnych”, ponieważ często tracę na tym naprawdę dużo czasu, a nie wnoszą nic do mojego życia – może poza dużą dawką narzekania i negatywnego nastawienia do wszystkiego wokół.
A listę odwiedzanych przeze mnie blogów już dawno przeczyściłem. Wyrzuciłem ze swoich „Ulubionych” mniej więcej połowę (zwłaszcza te, dla których nie umiałem odpowiedzieć na pytanie „po co to czytam?” albo „o czym właściwie była ta strona?”), a te blogi, na których jest taka możliwość, zasubskrybowałem, żeby nie tracić czasu na odwiedziny gdy nie ma nowego posta.
Pozdrawiam serdecznie
I oby tak dalej! Co jakiś czas warto robić ponowny przegląd bo wraz ze swoim rozwojem coraz mniej blogów, stron itp. będzie wnosiło coś nowego do Twojego życia.
„Działanie z rozproszoną energią można porównać do Apapu, który wrzucasz do jeziora i późniejszej wiary w to, że łyk wody z tego jeziora leczy ból głowy. Nie leczy. To nie działa.”
A nie prawda. W teorii masz rację, a w praktyce to się nazywa homeopatia i kosi się na tym grubą kasę…
Niestety to przykre, ale prawdziwe.
Bartek, co do płacenia za materiały, to choć może to zwiększyć ich wykorzystanie, niestety tego nie gwarantuje. Znajomy podawał mi kiedyś statystyki pewnej zachodniej firmy sprzedającej dość drogie kursy audio dla menadżerow – zarządzanie, zarządzanie czasem, motywacja, itp. Kilkaset funtów za kurs. 75% kursów… nie zostało nawet nigdy do końca rozpakowanych.
Pytanie, czy to szefostwo zakupiło te materiały dla pracowników czy też ludzie płacili z własnej kieszeni.
Z tego co rozumiem tamtą ankietę, płacili z własnej kieszeni.
To też chyba po prostu trochę kwestia habituacji. Jak kupujesz pierwszą książkę czy kurs, to jest to na tyle nietypowe, że może dodatkowo motywować. Ale kup dwadzieścia i przestaje to być czymś wyjątkowym i efekt zanika.
Np. Kiedyś nie wyszedłbym nawet z darmowego szkolenia. Dziś jestem na takim etapie, że mógłbym wyjść w połowie szkolenia za które zapłaciłem, gdybym uznał, że marnuję czas – co najwyżej zażądałbym od organizatorów zwrotu pieniędzy.
Ja myślę że prawdziwe efekty przychodzą, kiedy widzimy że wiedza to jedno – ale działanie i praktyka to drugie.
To taki wyższy poziom, żartobliwie możnaby powiedzieć
, kiedy wiemy już że wiedzę znaleźć można, i jest jej mnóstwo – ale 10 ‘tylko przeczytanych’ książek to nic w porównaniu z jedną przeczytaną i wdrożoną w życie.
No i zgodzę się z podanymi pomysłami – możnaby to skrócić do tego: kiedy już coś wiesz, masz jakąś wiedzę, ale jeszcze nie idziesz do przodu.. czas postawić pierwszy krok, i drugi, a po 50 kroku napiszesz własną książkę/bloga na podstawie własnych doświadczeń.
Czyli dieta-niskoninformacyjna dotyczy nawet tych rzeczy, które nas interesują, żeby się nie przeładować ‘wiedzą, dla samej wiedzy’.
Dokładnie! Wracamy do sedna pracy: praca, praca i jeszcze raz praca!
Artykuł porusza bardzo ważną kwestię. Ja jednak doszłam do wniosku, że najpierw trzeba przejść przez ten etap oczytania, chociażby dlatego, aby zobaczyć jak na daną sprawę patrzą inni ludzie – co jest mniej skuteczne, co bardziej, jak dopasować wdrażanie wiedzy do nas samych. Ostatnio nawet jak się zastanawiałam, doszłam do wniosku, że to czytanie w nadmiarze i zwrócenie samemu sobie na to uwagi jest dobrą dla człowieka dźwignią do rozpoczęcia działania.
Pozdrawiam
No tak, ale ile można? Mnóstwo osób wie, że powinny już zacząć coś robić, a mimo to nadal tkwią w fazie ciągłego uczenia się, które niby ma ich przygotować do lepszego startu.
Pewnie to ile i jak długo można zależy od indywidualnego poziomu lęku i strachu każdego z nas. Jedni potrzebują więcej czasu inni mniej bo dostają kopa życiowego i rozpoczęcie działania staje się nie tyle chęcią co potrzebą.
Ostatnio jak uczyłem mojego jednego klienta jak szybciej nauczyć się języka obcego doszliśmy do tego właśnie wniosku. Jego znajomi pojechali za granicę pracować, ale ciągle obracali się w środowisku polaków. W efekcie ani nie nauczyli się angielskiego, bo nie mieli takiej dużej potrzeby, a jeszcze dodatkowo zaczęli kaleczyć język polski po powrocie do kraju wyrażeniami typu „poczekaj, idę parknąć kara”. Masakra.
Więc może z tym czytaniem książek i łykaniem wiedzy jest podobnie. Większość z ludzi chce i czyta bo jest to modne itp itd i chcą rozwiązać swoje problemy, a tak naprawdę ich problemy są na tyle duże, że lęk związany z wyciągnięciem ich na światło dzienne świadomości nie pozwala rozpocząć pracy nad nimi i/lub jej skończyć. Dopiero powyżej pewnej granicy „niewygody” pojawia się prawdziwa potrzeba. (przez potrzebę rozumiem tutaj „albo to naprawisz albo nie przeżyjesz” – tak jak to bywa z ludźmi za granicą, którzy nie mają wyboru i muszą nauczyć się porozumiewać w j. obcym w bardzo szybkim czasie albo inaczej nie dadzą sobie rady).
To jest dobre pytanie – ile można. Wszystko zależy od człowieka.
Są tacy ludzie, którzy tylko wiedzą, że powinni coś robić, ale nic nie robią, bo tak robi ogół (prawie cały mój rok na studiach). Można spotkać też takich, którzy muszą się dużo naczytać, aby sobie wymyślić „sposób na samego siebie” oraz tacy, którzy wiedzą, że powinni coś robić, ale tego nie robią, bo są przytłoczeni informacjami. Ja mogę się osobiście przyznać, że nie przeczytałam dużej ilości książek, lecz jedną i czytam regularnie dwa blogi. Bardzo podobają mi się Twoje materiały, w których przypominasz, że jeżeli chce się zmian, to trzeba starać się wprowadzać je w życie. Dzięki Twojemu blogowi, właśnie sama zaczęłam działać. Miałam szczęście, że trafiłam na niego w pierwszej kolejności, a potem oglądałam inne.
Swoją drogą, tacy ludzie chyba powinni zdać sobie z tego sprawę, że marnują życie na czytanie tomów książek, o tym jak go nie marnować i widzieć w tym ogromny nonsens. Może wtedy by się ocknęli i byłaby to motywacja do jakiegoś w ogóle działania i zastosowania wskazówek z różnych źródeł wiedzy. Następnie powinni się kontrolować dzięki wskazówkom w artykule. Patrzę może na to bardziej z psychologicznej strony niż w Ty w artykule, lecz jeżeli człowiek się w środku nie zmieni, to nawet przyspieszanie odtwarzania video czy kupowanie materiałów nie pomoże mu się otrząsnąć. Podsumowując – uważam, że najpierw musi zauważyć swoje przeginanie w czytaniu i zacząć bić się w piersi, że nie stosuje swojej wiedzy i jego życie się nie zmienia zaś następnie zacząć stosować wskazówki w artykule – mentor, lista to do lub przyspieszanie odtwarzania video. I na koniec ostatnia uwaga:
„Nie wiedzą czy zacząć od bloga, czy może napisać ebooka, czy stworzyć kurs, czy może najpierw napisać kilkadziesiąt artykułów. A może nie pisać tylko nagrywać video? A może podcasty będą lepsze? I najgorsze jest to, że z tego amoku ludzie nie potrafią się wyrwać bo ciągle pojawia się coś nowego.” – być może nie mają dobrze określonych celów i powinni zacząć od ustalenia ich na nowo.
Przepraszam, że tak długo i krytycznie – lecz czyż właśnie temu nie służą komentarze?
Pozdrawiam
Otóż to! Najpierw warto zastanowić się czego w ogóle chcemy od życia, zdefiniować cele, zaplanować drogę dojścia do nich ( a dróg zawsze jest wiele ) i później działać. Nie ma w tym nic komplikowanego
Drogi Bartku,
Bardzo ciekawy wpis. Faktycznie ostatnie tony informacji ze wszystkich stron zaczęły nas, jako społeczeństwo, przytłaczać. Myślę, że to też może być przyczyną tego, że tak wiele osób się w tym dzisiejszym świecie po prostu pogubiło. „Co za dużo to niezdrowo.” Zdaję sobie sprawę, że część osób chce być na bieżąco w danym temacie, dlatego ma w swoim czytniku multum blogów o tej samej tematyce, ogląda podobne programy, czyta kilka (naście) gazet. Oczywiście nie jest droga do potępienia. Ale może warto się trochę ograniczyć, oczyścić swoją przestrzeń? Dla mnie dobrym lekiem na dzisiejsze czasy jest minimalizm, który zakłada maksymalizację, tego co najważniejsze. Bo chyba zaczęliśmy więcej czasu poświęcać błahostkom.
Pozdrawiam serdecznie i nie zamierzam wyrzucać Twojego blogu ze swojego Google Reader. Jesteś w mojej 25 najważniejszych (sybskrybowanych) blogów
Wasp
Wasp, zgadzam się, informacji jest mnóstwo, dlatego warto wprowadzić selektywność, i dietę niskoinformacyjną, zwłaszcza w dzisiejszych czasach.
Najpopularniejszą wymówka na świecie, a na pewno jest ona w Top3 jest w końcu:
‘Nie mam czasu’
Dobrze więc pomyśleć na co go wykorzystujemy, i czy rzeczywiście na to co dla nas najważniejsze.
Bartek ! Spadasz mi z nieba
ostatnio czytalem na ten temat i szukalem jakichs wskazowek dzieki wielkie (prawo przyciagania?)
Z nieba to nam spadł prezydent! (sorry, nie mogłem się powstrzymać
)
A tak poważnie, to cieszę się, że wskazówki są pomocne.
[...] Jak pokonać informacyjne przytłoczenie? [...]
[...] Co nie co pisałem o tym w artykule: „Jak pokonać informacyjne przytłoczenie?” [...]
Świetny post. Sam też muszę chyba przejść trochę na dietę niskoinformacyjną. Z drugiej strony są różne osobowości. Jedni to myśliciele inni to ludzie czynu. Może tak po prostu trzeba łączyć się w odpowiednie zespoły
Gal Anonim świetnie podsumował, że „najpierw musi zauważyć swoje przeginanie w czytaniu i zacząć bić się w piersi, że nie stosuje swojej wiedzy i jego życie się nie zmienia”
warto więc sobie codziennie rano i wieczorem zadawać odpowiednie pytania na temat tego jak wykorzystamy nowy dzień i na temat tego jak został wykorzystany.
A co do przyśpieszenia odtwarzania audio/video to powinno być to narzędziem. Tak samo jak większość ludzi wykorzystuje samoloty by szybciej się gdzieś dostać, a nie po to by sobie polatać
Pozdrawiam,
Janusz – http://bezcennyczas.pl
najlepsze metody zwiększania/zmniejszania prędkości audio/video