Jak doszczętnie zniszczyć konkurencję i pokonać obawy przez założeniem własnego (e)biznesu?

Jeżeli zauważyłeś ten nagłówek w swojej skrzynce mailowej lub czytniku RSS, to prawdopodobnie pominąłeś inne wiadomości i zacząłeś od tego artykułu.

Nie ma nic dziwnego w tym, że szybko otworzyłeś ten artykuł widząc taki nagłówek. Każdego grafika, fotografa, programistę, trenera, coacha, copywritera, grabarza, a nawet alfonsa łączy to, że chcą się pozbyć konkurencji.

W dalszej części przekażę Ci wskazówki równie dobre jak sam nagłówek :D

Czytaj uważnie dalej…

Biznes nie jest sprawą prostą, ale jego prowadzenie jest piękne :) Swoją przygodę z przedsiębiorczością zaczynałem już jako mały chłopiec o czym pisałem w mojej historii. Sądzę jednak, że każdy młody człowiek, który chce mieć lepszą przyszłość i niezależność powinien iść w kierunku własnej działalności.

Napisałem niedawno dwa artykuły o tym dlaczego warto zacząć własny ebiznes (część 1, część 2), więc nie będę się powtarzał.

Po opublikowaniu tych artykułów dostałem trochę maili od ludzi bardzo młodych, ale niezwykle ambitnych oraz od tych, którzy mają pracę i stałe zarobki, ale ich obecna sytuacja wysysa z nich życiową energię.

W tym artykule postaram się rozwiać obawy, które pojawiały się najczęściej w otrzymywanej korespondencji.

.

Obawa 1 – Duża konkurencja

Jak wspomniałem na początku praktycznie każda branża chce się pozbyć konkurencji. Dlaczego? To oczywiste! Bez konkurencji rozmiar Twojego portfela znacząco się zmienia.

Żeby było jasne: brak konkurencji w moim rozumieniu i monopol to dwie różne sprawy. Monopol jest wtedy jak jesteś jedynym dostawcą usług lub produktów i ludzie czy chcą czy nie, to muszą od Ciebie kupować.

Wyobraź sobie, że w obrębie trzydziestu kilometrów od Twojego miejsca zamieszkania wszystkie stacje benzynowe należą do Pana Stefana. Możesz go nienawidzić, możesz nim gardzić, możesz uważać go za idiotę – to wszystko się nie liczy, bo prawdopodobnie raz na jakiś czas włożysz kilkadziesiąt złotych do jego portfela. To jest monopol.

Natomiast brak konkurencji, to zupełnie inna bajka. Na rynku są ludzie, którzy robią to samo co Ty. Może nawet mają niższe ceny, większą ofertę i ładniejszą stronę internetową. To wszystko nie ma znaczenia ponieważ brakuje im jednego, bardzo ważnego elementu – nie mają Ciebie w zespole.

“No dobrze Bartek! Ale napisz w końcu jak mam zniszczyć konkurencję!”

To jest bardzo proste: przestań wierzyć, że coś takiego jak konkurencja w ogóle istnieje.

Koniec!

Czujesz się rozczarowany? Myślałeś, że będzie to wpis z cyklu: “15 wskazówek na…”? Nie tym razem.

Tylko nie pluj na monitor ze złości bo to naprawdę nic nie pomoże. Jak wydrukowałeś ten artykuł, to może masz ochotę go potargać albo rzucić o ziemię.

Cóż: to Twój tusz, Twój papier i jak to zrobisz, to nie poznasz super-mega-tajnej taktyki, z której korzystają tylko nieliczni zachodni marketerzy (ostatnio powoływanie się na zachodnich marketerów i guru rozwoju osobistego jest modne).

Do rzeczy Panie i Panowie: skupianie się na konkurencji i jej działaniach naprawdę niewiele daje.

Czasami obserwuję dyskusje dotyczące różnych trenerów czy marketerów na portalu GoldenLine.pl. Krew mnie zalewa jak widzę, gdy jedni trenerzy wylewają pomyje na innych.

Niektórzy sądzą, że to jest jakaś metoda: “Będę jechał po konkurencji, to ludzie przyjdą do mnie”. Nic bardziej mylnego. Do niczego nie dojdziesz opluwając konkurencję.

Co zatem robić? Teraz będzie kolejna złota zasada, więc czytaj uważnie i ze zrozumieniem: skup się na sobie i swoich działaniach. TaDaaaa!

Postaw na swoją wyjątkowość i bądź w swojej branży taką postacią jak Apple w świecie technologii. Może ja jestem zbyt małą rybką, żeby Ci doradzać, ale Steve Jobs to już liga, której nie wolno lekceważyć.

Sprawdźmy jak to działa.

Czy znasz jeszcze jakiegoś trenera zajmującego się szybkim czytaniem, efektywną nauką i produktywnością, który: prowadzi blog o rozwoju osobistym, tańczy Break Dance, pokazuje zdjęcia z randek, robi wywiady z przedsiębiorcami, udostępnia za darmo tyle materiałów, że starczyłoby na kilka książek?

Ja też nie :)

Teraz inni mogą to kopiować, ale takie postępowanie jest skazane na porażkę bo Bartek Popiel ze swoją historią, przejściami, umiejętnościami i osobowością jest tylko jeden.

Jest wielu trenerów szybkiego czytania, wielu blogerów piszących o rozwoju osobistym i mnóstwo wybitnych tancerzy. Nie zrobiłem nic czego już ktoś wcześniej by nie robił – cały sekret polega na tym, że wszystko to połączyłem.

Mnóstwo firm wchodząc na rynek sprawdza co robią najlepsi w branży i się do nich upodabnia. Tylko, że pierwsze miejsce na podium należy już do kogoś innego, a oni zawsze będą kopią. To przepis na przeciętność, a mówiąc dosadniej na mierność. Pracuj nad swoją wyjątkowością.

Postaw na swoją unikalność i tworzenie takiej firmy, z którą nie da się konkurować. Być może słyszałeś kiedyś radę: “Sprawdź co robi Twoja konkurencja, a potem rób to samo tylko lepiej”. Kiedyś sądziłem, że to przepis na sukces. Dzisiaj sądzę, że to formuła zbliżająca bardziej do dna niż prowadząca na szczyt.

Zapomnij o upodabnianiu się do kogoś. W zamian wypromuj to kim już jesteś, bo jesteś jedyną osobą na świecie z taką historią, wspomnieniami i przygodami. Już jesteś jedyny i niepowtarzalny – teraz czas to wyeksponować.

Kiedy to zrozumiałem doszło do mnie, że inni mogą konkurować tylko z tym co robię, natomiast nikt nie jest w stanie konkurować z tym JAK to robię i kim jestem. Może brzmi to paradoksalnie, ale potrzebowałem dwóch lat, żeby przestać upodabniać się do innych, żeby w końcu być sobą :)

Dlatego sądzę, że nawet w bardzo konkurencyjnych branżach zawsze będzie miejsce na nowych graczy.

.

Nasycony rynek to mit

W jednym z maili jakie otrzymałem padły tego typu słowa: “Interesuję się rozwojem osobistym, duchowością i niezależnością finansową. Jednak w Polsce już są takie blogi jak Twój, Michała Pasterskiego, czy Marcina Samsela.

Czy jest sens pisać o tym co już zostało wielokrotnie napisane?”.

Tak! Jest sens. Jeśli chodzi o blogowanie i ebiznes, to trzeba mieć takie podejście do tematu jak mają DJe.

Osobiście podczas pisania artykułów lubię założyć na uszy wielkie słuchawki i słuchać setów takich DJów jak: Armin Van Buuren, Tiesto czy ATB. Wyglądam wtedy jak wkręcony w pracę Marc Zuckerberg w “The Social Network” :D

Co mają wspólnego DJe z ebiznesem i blogowaniem? Ano mają i to sporo. Otóż żaden DJ na świecie nie gra tylko i wyłącznie swoich kompozycji.

DJe miksują kawałki kolegów po fachu, dodają swoje brzmienia, wycinają sample, zwalniają lub przyspieszają tempo tworząc za każdym razem coś totalnie nowego.

Przykład: W marcu napisałem artykuł na temat Prawa Parkinsona. Google na hasło “Prawo Parkinsona” wyświetla 69,600 wyników. Gdybym się tym przejmował, to ten artykuł nigdy by nie powstał. Mimo to artykuł ujrzał światło dzienne.

Jest unikalny ponieważ zamiast skupiać się na tym czym Prawo Parkinsona jest, postawiłem na to, jak je wykorzystać w praktyce.

Zawsze możesz stworzyć coś inaczej. Zamiast tekstu możesz nagrać podcast albo video. Możesz stanąć po drugiej stronie barykady i napisać artykuł: “Dlaczego Prawo Parkinsona nie działa!” – jak dobrze go uzasadnisz, to zapewne znajdą się ludzie, którzy zgodzą się z Twoimi argumentami.

Zatem zapomnij, że są już blogi na temat, o którym Ty chcesz pisać. Zapomnij, że jest już tysiące ebooków o motywacji – jak masz nowe spojrzenie na temat, to go napisz.

.

Czy wiesz, że…

Wszystkie dzieła sztuki powstały z odpowiedniej mieszanki tylko trzech podstawowych kolorów

Wszystkie kompozycje muzyczne świata składają się z zaledwie dwunastu nut

Cała literatura tego świata, to różne kombinacje dwudziestu sześciu znaków.

Mimo to cały czas powstają nowe obrazy, piękne utwory muzyczne i cudowne książki.

.

Obawa 2 – Czy starczy mi tematów?

Wiele osób ma swoje pasje i zainteresowania, ale boją się, że jak zaczną prowadzić blog, to zabraknie im tematów. Ile można pisać o psach, chomikach, modzie, samochodach czy motorach?  Zaufaj mi, że można pisać bardzo wiele.

Skąd brać inspirację na nowe wpisy?

  • czytaj innej blogi
  • zaglądaj na portale branżowe
  • czytaj fora i sprawdzaj jakie ludzie zadają pytania – daj im odpowiedzi w swoich artykułach
  • słuchaj piosenek i doszukuj się analogii
  • obserwuj świat
  • czytaj książki
  • przeglądaj specjalistyczne magazyny
  • przeszukuj YouTube
  • napisz sprzeciw do artykułu innego blogera
  • rozwiń artykuł innego blogera
  • rób wywiady z osobami z Twojej branży
  • napisz lekcje od znanych postaci np. “5 lekcji jakich możesz się nauczyć od Lady Gagi”, “Czego Stephen King może Cię nauczyć o copywrittingu?”

Początek zawsze jest straszniejszy niż kontynuacja. Jak widzisz zlew pełen garów do umycia, to jesteś przerażony i odwlekasz mycie. Jednak jak postanowisz, że umyjesz tylko jeden kubek, to zobaczysz, że reszta pójdzie gładko.

Dlatego jak zaczniesz pracować nad własnym blogiem, to tematy się znajdą :) Zawsze noś przy sobie coś do pisania bo nie znasz dnia ani godziny nadejścia pomysłu na arcyciekawy artykuł.

.

Obawa 3 – Nikt mnie nie zna

To jest argument, za który ludzie powinni być skazani na pracę w kamieniołomach. Nienawidzę jak ktoś mi mówi: ”Ty masz łatwiej bo prowadzisz duży blog”.

W tym temacie napiszę tylko jedno krótkie zdanie: każdy sukces zaczyna się od jednego fana. Kropka.

.

Zapraszam do komentowania :)

Bartek


Korzystając z okazji nie będę życzył Ci spokoju i radosnych świąt – takie życzenia już pewnie dostałeś. Zamiast tego życzę Ci abyś przez te kilka dni zapisał kartkę nowymi pomysłami na usługi, produkty czy artykuły.

Wszyscy mówią, że trzeba zwolnić itp., a ja mówię, że jak chcesz spełniać marzenia i mieć pracę, którą uwielbiasz, to co najmniej przez pierwszy rok trzeba poświęcić weekendy, poranki i święta. Coś za coś :)

Kiedy wszyscy dają sobie na luz i śpią dłużej niż zwykle Ty możesz powiększyć swoją rynkową przewagę.

Pozdrawiam!

Bartek

Przeczytaj podobne wpisy:

  1. 18 powodów, dla których powinieneś mieć własnego bloga
  2. Jak pokonać prokrastynację? – fragment ebooka


Wpisz poniżej adres email i odbierz ZA DARMO audiobooki:
"Jak Wzbudzić i Utrzymać Motywację Do Działania?" oraz "Jak Podwoić Produktywność?"



You can leave a response, or trackback from your own site.

27 Responses to “Jak doszczętnie zniszczyć konkurencję i pokonać obawy przez założeniem własnego (e)biznesu?”

  1. Radek pisze:

    Całkiem niedawno trafiłem na twojego bloga. Przejrzałem co piszesz i chciałbym to skomentować. Trochę mi na twoim blogu brakuje twoich przemyśleń. Czegoś „od ciebie”. Za dużo jest wiedzy z książek. Np piszesz artykuł na jakiś temat. Ale ten artykuł nie jest „od ciebie”. TO nie są twoje przymyślenia ale poprostu streszczenie albo fragment jakiejś ksiązki. Przy okazji nie podajesz źródła. Na uczelniach to się nazywa plagiat :) . Chyba sam to zauważyłeś i fajnie że zaczynasz pisać więcej od siebie. Np przeczytasz jakaś książkę. Sprawdzisz na sobie co działa a co nie i wtedy nam to opiszesz, to jest fajna sprawa. A jak od razu nam sprzedasz tą wiedzę mówiąc że jest to prawda objawiona. Tak na sucho to jest to jakieś drętwe. Wiele razy chwalisz i promujesz Robbinsa. Mam jego książkę. „Obudz w sobie olbrzyma”. Jest to największa nuda, cegła i badziewie z książek o rozwoju osobistym jakie czytałem. Kto przeczytał tą książkę do końca to jakaś nagroda mu się należy za wytrwałość. Ale myślę ,że tych książek jest mało. Po tej książce trochę się do niego zniechęciłem. Jego ewenty i wydawanie kasy żeby trochę poskakać i się napompowac entuzjazmem też bez sensu.Co innego Brian Tracy. Ten człowiek jest konkretny. Pisze konkretnie mówi konkretnie bez lania wody. Wiec ja wolę np blog takiego ALEXA B. Piszę facet naprawdę od siebie. I dlatego Bartku fajnie by było żebyś wiedze książkową przekładał na życiową i nam przekazywał tą życiową bo książkowa jest w książkach. Ale rozumiem że jesteś jeszcze młody i może tej życiowej to jeszcze nie za wiele na karku. Podobają mi się twoje wywiady z ludzmi fajnie to robisz. Coś ala amazing victory http://www.amazingvictory.com/(szkoda że już nie aktualizowane) albo kamil cebulski w kontestacji(kontestacja.com).
    Jeszcze jedno wspomnę o tym całym szumie na zarabianiu na wiedzy. 100% społeczeństa nie może zarabiać na wiedzy i siedzieć w internecie. Potrzebni są nam jeszcze lekarze , sklepikarze, kierowcy, przestawiciele handlowi, czy szerogowi galernicy w korporacjach. Więc biznes w siecie na produktach informacyjnych nie jest dla każdego. Inaczej nasze życie zamieni się w matrix bez dostępu do świata realnego. A rano w piekarni nie będzie czekał na nas cieplutki chlebek bo piekarz zainspirowany Adrianem Kołodziejem zamiast piec chleb porzucił piekarnię i teraz uczy w internecie jak się powinno piec chleb w domu. Więc biznes w internecie czy to sklep czy sprzedaż informacji nie jest dla wszystkich :) Trochę opamiętania. Nie wierzmy na ślepo Wandom Woskot, Mirkom Szmajdom, Piotrom Majewskim czy Adrianom Kołodziejom czy Bartkom Popielom. Nie wiem czy zarabianie na produktach informacyjnych to jest taki święty grall i droga do milionów dla każdego :)
    Radek

    • Bartek pisze:

      Radek dziękuję za komentarz, ale niestety nie mogę się z Tobą we wszystkim zgodzić. Zacznijmy od pisania jak to nazwałeś „od siebie”. Kiedy startowałem z blogiem rzeczywiście sporo tekstów było tworzonych na zasadzie kompilacji. To były głównie artykuły dotyczące NLP i komunikacji. Pisałem co to jest metamodel, model Miltona itp. na podstawie książek, artykułów i wypowiedziach na polskich i zagranicznych forach. To był jeszcze okres gdzie czytanie przeważało nad działaniem.

      Od długiego już czasu jest zupełnie inaczej. Najpierw testuję, potem opisuję.

      Jeśli chodzi o Robbinsa: dla Ciebie to jest nudna cegła, a dla mnie kiedy zaczynałem przygodę z rozwojem osobistym książka była fantastyczna. Być może przeczytałeś ją jako kolejną książkę o rozwoju osobistym. Jak wspomniałem dla mnie to był pierwszy kontakt z tego typu literaturą i dlatego nasze postrzeganie „Obudź w sobie olbrzyma” jest tak różne.

      Piszesz, że odpowiada Ci styl Briana Tracy – mnie też. Natomiast ogromnie dużo ludzi zarzuca mu, że nie tworzy nic nowego, tylko kompiluje wiedzę i podpisuje swoim nazwiskiem.

      Odnośnie zarabiania: nigdzie nie napisałem, że zarabianie na produktach informacyjnych jest dla każdego. Nie mam żadnych statystyk, ale prawdopodobnie tylko garstka społeczeństwa szuka informacji jak zarabiać przez internet, z czego część tylko trochę poczyta, jeszcze mniejsza część zacznie cokolwiek robić, a niewielki procent przetrwa.

      Kiedyś gospodarka opierała się na rolnictwie, dzisiaj zmierza w kierunku usług. Nie obawiałbym się jednak o to, że zabraknie nam chleba :)

      Napisałeś:

      Nie wierzmy na ślepo Wandom Woskot, Mirkom Szmajdom, Piotrom Majewskim czy Adrianom Kołodziejom czy Bartkom Popielom. Nie wiem czy zarabianie na produktach informacyjnych to jest taki święty grall i droga do milionów dla każdego

      Podpisuję się pod tym! To nie jest droga dla każdego, a biznes online rządzi się takimi samymi prawami jak ten w „realu”. Trzeba włożyć dużo czasu i pracy, żeby zobaczyć w miarę zadowalające efekty.

      W wielu artykułach wspominam, że to co działa dla mnie niekoniecznie musi podziałać dla wszystkich.

      Jeszcze raz dziękuję za zamieszczenie własnej opinii :)

      Pozdrawiam!

      Bartek

  2. Radek pisze:

    Bartku twojego bloga najpierw przejrzałem szybko i pobierznie. Długie wpisy przelecialem trochę po łebkach stąd może moja ocena jest niesprawiedliwa. Teraz przejrzałem bloga jeszcze raz i już oceniam wpisy trochę inaczej. Faktyczne dzielisz się swoimi przemyśleniami i wkładasz sporo wysiłku w pisanie postów wiec przepraszam za mój komentarz trochę pisany na szybko.
    W ramach rekompensaty podrzucam Ci 2 ciekawe linki.
    http://www.youtube.com/watch?v=k19wGLhAQJM 10 rad profesora De Seto dla absolwentów uczelni.
    http://www.openculture.com/ A tutaj zbiór róznych wykładów z uczelni światowych, filmów dokumentalnych, książek, konferencji Ted itp. Czyli ciekawy zbiór materiałów anglojęzycznych dla ludzi chcących sie dowiedzieć czegoś nowego :) .

    • Tomek Walaszek pisze:

      Gratuluję Kolegom poziomu rozmowy.

      Ps. Dzięki za świetny wpis Bartku, robisz dobrą robotę.

      • Bartek pisze:

        Tak, w dobie „mistrzów klawiatury” dyskusja na poziomie to coraz rzadsze zjawisko :) Kiedyś usłyszałem (albo przeczytałem) fajną radę odnośnie internetowych dyskusji. Brzmiała ona mniej więcej tak: „Nie pisz nic, czego nie potrafiłbyś powiedzieć stojąc z drugą osobą twarzą w twarz”. Jak to zwykle bywa najprostsze sposoby są najskuteczniejsze :)

        Ps. Dzięki za świetny wpis Bartku, robisz dobrą robotę.

        Dziękuję!

  3. Radek, implikujesz że to co ty uważasz jest lepsze i Bartek powinien Ciebie posłuchać. A blog służy do tego, żeby każdy pisał swoją kompilację i mieszankę wiedzy/doświadczeń/inspiracji.

    Co do Robbinsa to chyba tylko przez ignorancję odbierasz sobie możliwość nauczenia się wielu rzeczy od niego.

    Zakwestionowałbym również kwestię zarabiania na wiedzy, bo po Twojej wypowiedzi widać, że nie masz w tym doświadczenia – opierasz się jedynie na teorii.

    Pozdrawiam

    • Bartek pisze:

      Hola, hola Kamilu!

      Chyba trochę przesadziłeś z tym komentarzem. Wolałbym, żebyś odniósł się do samego artykułu bo jak widzisz z powyższych komentarzy my wszystko sobie wyjaśniliśmy.

  4. Tomek pisze:

    Witam
    Wtrącę się w dyskusję, ale nawiąże również bezpośrednio do wpisu i .. pozwolę sobie nie zgodzić się z jednym co napisałeś:

    “Sprawdź co robi Twoja konkurencja, a potem rób to samo tylko lepiej”. Kiedyś sądziłem, że to przepis na sukces. Dzisiaj sądzę, że to formuła zbliżająca bardziej do dna niż prowadząca na szczyt.

    Otóż nie zgadzam się zupełnie! Człowiek od małego uczy się przez naśladownictwo. Problem tylko, aby na tym nie poprzestać! Sam zakładając biznes „skopiowałem” wiele produktów od konkurencji i na początku bazowałem tylko na tym. Z czasem jak już nauczyłem się jak to działa, z czym się wiąże, jakie są zależności, zacząłem swój model biznesowy modyfikować po swojemu, żeby był unikalny i dzisiaj faktycznie taki jest. Jest wiele rozwiązań, które robię „po swojemu” i w tym punkcie jesteśmy zgodni – w końcu trzeba do tego dojść i stać się czymś innym niż kopią konkurencji. Jednak najłatwiej jest wystartować kopiując innych! Zobacz, że w powyższej dyskusji sam się do tego przyznałeś :-)

    Zgodzę się natomiast, że „skupianie się” na konkurenci nie ma sensu, ale warto ją „podglądać”, bo inaczej rynek może Ci uciec!

    Pozdro

    • Bartek pisze:

      Tomek, generalnie się zgadzamy. Jasne, że startując nie stworzymy czegoś całkowicie nowego. Tak jak napisałeś ważne jest, aby dodawać coś od siebie, a nie zostać kolejnym klonem.

  5. Kamil Bąbel pisze:

    Świetny artykuł Bartku. Bycie nadzwyczajnym jest kluczem do sukcesu. Nic się nie osiągnie jeśli nie będzie się dawało czegoś więcej niż inni. Trzeba być zawsze 3 kroki przed konkurencją. Przeczytałem ostatnio książkę Setha Godina pt. „Wielkie Muuu. Nie musisz być perfekcyjny – masz być nadzwyczajny”. Historie i opowiadania w niej zawarte pokazują, że zawsze można być przed konkurencją, jeśli tylko zaoferuje się coś wyjątkowego.
    Pozdrawiam

    • Bartek pisze:

      Kamil czy rzeczywiście trzeba być przed konkurencją? Apple wcale nie robi najlepszego sprzętu, ale oni jako jedni z pierwszych przestali sprzedawać parametry, a zaczęli sprzedawać marzenia i styl życia :) „Wielkie Muuuu” jest chyba rozwinięciem „Fioletowej krowy”. Dodaję do listy: „Do przeczytania” :)

      • Piotr pisze:

        Ależ Apple także sprzedaje parametry, ale inne niż konkurencja. W „dobie PCetów” posiadaczami komputerów byli głównie młodzi ludzie. Dla nich liczyło się posiadanie lepszego procesora, pamieci i ilości klatek. Wiem bo sam to pamiętam. Później Ci młodzi zrobili się starsi, poszli do pracy/pozakładali firmy itp. Nie było już czasu ani potrzeby „bycia lepszym” poprzez chwalenie się, kto ma większy procesor ;) Teraz się liczy łatwość użytkowania. A to taki parametr sprzedaje Apple i w dodatku robi to w inny sposób marketingowo-copywritingowy niż firmy „typowo PCtowe”.

  6. Artur Król pisze:

    Bartek, co do konkurencji, to tu akurat przychodzą mi na myśl bardzo trafne, moim zdaniem, słowa Paula McKenny – „Moją jedyną konkurencją są ci, którzy robią w mojej branży i wykonują złą robotę.” I coś w tym moim zdaniem jest, zwłaszcza dla produktów i usług typu „chcę mieć”, a nie „muszę mieć”. Bo o ile jak trafisz na pięciu piekarzy robiących marny chleb, to i tak pewnie będziesz chleb dalej kupował, tylko szukał innego, o tyle jak trafisz na pięciu kiepskich coachów (a czasem i zaledwie jednego), to możesz stwierdzić „coaching nie jest dla mnie” albo „coaching to ściema” i nie szukać dalej. W tym znaczeniu konkurencją jest ktoś, kto zmniejsza ogólny tort do podziału. Z kolei konkurencja w tradycyjnym tego słowa znaczeniu – ktoś, kto robi dobrą robotę w Twojej działce – może być wręcz sojusznikiem, bo zwiększa cały tort.

    • Bartek pisze:

      Słuszna uwaga Artur :)

    • Piotr pisze:

      Heh… Gdyby tylko tak każdy, kto zaczynał swoją karierę coacha/trenera był dobry od samego początku… Sęk w tym, że bardzo często się zdarza na początku popełnić błędy, przez które sami sobie zmniejszamy ten tort. Przyznaję samemu mi się zdarzyło popełniać takie błędy. :)

      • Bartek pisze:

        Piotrek błąd to nic złego – złe jest jego permanentne powtarzanie :)

        • Piotr pisze:

          Hehe. Wiem Bartku. Pamietam, że jeszcze chciałem dodać na końcu mojego komentarza zdanie o tym, że dopóki te błędy jakie popełniłem wykorzystwałem po przeanalizowaniu na plus następnych klientów, to w ostatecznym bilansie ppmagałem więcej niż ewentualnej szkody zrobiłem. Tylko ciągle mi żal, bo wychodzi na to, że późniejsi klienci zyskali na tym, że popełniłem błąd kosztem pierwszych klientów. Racjonalnie wiem, że to się zdarza, ale emocje też są silne i czasem je ciężko na wodzy trzymać. W każdym bądź razie każdego dnia staję się coraz lepszy i mogę tym lepiej pomóc innym. Więc jest spoko :) Oczywiście wszystkim coachom życzę tego samego.

      • Artur Król pisze:

        Piotrek, jest różnica między popełnianiem błędów, a np. wciskaniem ludziom obietnic bez pokrycia za ogromne pieniądze.

        Jeśli zaczynasz pracować jako coach czy trener, możesz zdobyć nieco doświadczenia pracując za darmo, albo za niewielkie pieniądze – sam przez dwa lata pracowałem jako coach za symboliczną kawę (spotykałem się z klientami w kawiarni, oni płacili rachunek), zanim zacząłem brać za to pieniądze. A i dzisiaj zdarza mi się popełnić błędy w pracy i otwarcie o tym mówię – jeśli ktoś pyta mnie, czy gwarantuję skuteczność sesji, odpowiadam wprost, że nie*

        Natomiast nie obiecuję ludziom rzeczy, których nie mogę (ani nikt inny nie może) im dostarczyć – np. że przyjdą, ja pstryknę palcami, zrobię czary-mary-hipnoudary i zmienią się bez żadnego zaangażowania z ich strony. Nie obiecuję, że po sesjach ze mną sprzedadzą wszystko każdemu – bo gdyby ktokolwiek potrafił sprzedać wszystko każdemu, to władałby już dawno światem, a nie bawił się w coaching czy szkolenia. Itp.

        Obiecuj mniej niż sądzisz, że możesz faktycznie zapewnić klientowi i oferuj mu więcej niż obiecałeś – i będzie ok :)

        *Aczkolwiek po niedawnej rozmowie z Jamesem Trippem wprowadzę chyba opcję sesji „na efekt”, aczkolwiek w nieco innej formie, niż zwykle jest to przyjmowane.

        • Piotr pisze:

          Heh, ludzie, którzy chcą cudow bez działania. Naciełem się parę razy na takie osoby. Wcześniej będąc naiwny, mniemałem, że jak ktoś chce efektów to będzie pracował nad sobą pomiędzy zajęciami: np. ćwiczył szybkie czytanie albo używał metod organizacji czasu. Potem zaczęłem mówić wprost i powtarzać do upadłego, że jak nie będziesz ćwiczył i w praktyce tego używał, to możemy zapomnieć o jakiejkolwiek współpracy. I czasami się tak zdarzało. Jak widziałem, że klient uparcie nie ćwiczył i nie chce się zmienić, to co prawda starałem się wprowadzać sposoby zmotywowania go, ale ileż można… Co prawda na początku mojej kariery mówilem sobie, że to musi być moja wina, bo przecież to ja jestem trenerem i odpowiedzialność leży po mojej stronie. Teraz mam to już za sobą i wiem, że jest to związek bardziej partnerski. Jeżeli po drugiej stronie nie ma chęci pracy to ja nic nie poradzę. A i szkoda czasu marnować bo można go użyć do pomocy tym, którzy chcą nad sobą pracować.

          Ale kurcze… Rozpisałem się nie na temat. Ewentualnie można ten wywód potraktować jako opowiastkę, dla złagodzenia strachu przed porażkami dla tych, którzy boją się ich popełnić przy zakładaniu firmy.

          Co do obiecywania klientom. Ostatnio miałem spotkanie z przedstawicielem handlowym firmy farmaceutycznej. Żalił mi się, że ma do zapamiętania dziesiątki informacji o produktach i często musi sobie je przypominać gdy szefostwo zadzwoni. Pytał czy mógłbym mu pomóc. Mógłbym odpowiedzieć, że tak, zgarnąć kasę za standardowy kurs… Ale z góry mu powiedziałem, że o ile się znam na technikach zapamiętywania itp to nie będę obiecywał, że nagle będzie w sekundę zapamiętywał skomplikowane tabeli produktów w excellu. Ostatecznie nie podjeliśmy współpracy, ale mam przynajmniej poczucie, że nie wcisnąłem mu kitu :)

          • Artur Król pisze:

            „Potem zaczęłem mówić wprost i powtarzać do upadłego, że jak nie będziesz ćwiczył i w praktyce tego używał, to możemy zapomnieć o jakiejkolwiek współpracy. ”

            Ja po prostu zacząłem takich ludzi nazywać, na sesjach i wprost, „bankomatami”. Zwykle po pierwszym-drugim określeniu takim rusza ich i zaczynają coś robić.

            „Co do obiecywania klientom. Ostatnio miałem spotkanie z przedstawicielem handlowym firmy farmaceutycznej. Żalił mi się, że ma do zapamiętania dziesiątki informacji o produktach i często musi sobie je przypominać gdy szefostwo zadzwoni. Pytał czy mógłbym mu pomóc. Mógłbym odpowiedzieć, że tak, zgarnąć kasę za standardowy kurs… Ale z góry mu powiedziałem, że o ile się znam na technikach zapamiętywania itp to nie będę obiecywał, że nagle będzie w sekundę zapamiętywał skomplikowane tabeli produktów w excellu. Ostatecznie nie podjeliśmy współpracy, ale mam przynajmniej poczucie, że nie wcisnąłem mu kitu :)

            I cool, o to moim zdaniem chodzi. Krótkoterminowo może to zaboleć po kieszeni, ale długoterminowo ludzie zaczynają mieć świadomość, że jak już coś obiecasz, to dostarczysz to czego obiecałeś.

          • Bartek pisze:

            „Bankomat” – dobre :D

          • Bartek pisze:

            Bardzo dobrze podszedłeś do tematu. Mnie również zdarzyło się odmówić współpracy ponieważ ludzie naczytali się dziwnych rzeczy o efektywnej nauce i oczekiwali cudów. Kiedy przedstawiłem jak sprawa rzeczywiście się ma oraz ile pracy wymaga, to zrezygnowali.

            Tak jak napisał Artur – mogłem zarobić spore pieniądze, ale miałbym moralnego kaca sprzedając im marzenia, których nie potrafiłbym spełnić.

  7. Grażyna pisze:

    Ja potraktuję Twój artykuł jako zachętę do założenia swojego bloga.
    Ponieważ swoją wiedzą i doświadczeniem na co dzień służę innym, więc dlaczego tego nie robić w sieci?
    Dziękuję Bartku

  8. Baretek, trafiasz w sedno! Otrzymuje masę maili od moich kursantów. Czy warto odpalić eksperckiego bloga? A co jeśli temat którym chce się zająć porusza już ktoś inny itd. Pewnie najlepiej narzekać i w tym zdecydowana większość jest najlepsza!

    Świetne porównanie Dj-em dokładnie tak jest! Wyróżnia nas własne spojrzenie na temat i unikalny przekaz!

    Sam zaczynałem od zera (zupełnego zera) i będąc na studiach w 3 lata obecności w internecie zbudowałem e-biznes który generuje dochód rzędu kilkudziesięciu tyś zł miesięcznie. To jest cudowne że na pasji można zarabiać – wcale nie traktując codziennych zajęć jak pracy.

    Moja rada przestań narzekać i zacznij działać! Nie jutro, nie za tydzień tylko DZIŚ – teraz !

  9. Witaj Bartek nie zaglądałem tu długo :(

    Daj znać na maila chętnie nawiążę kontakt. Uwielbiam takich pozytywnych ludzi!

Leave a Reply

Designed by: Business Web Hosting | Thanks to Buy Icons, travel tips and Used Cars