Porad odnośnie przemówień publicznych jest mnóstwo. Kontrola głosu, mowa ciała, kontakt z publiką, podkreślanie emocji itd. Człowiekowi, który nigdy nie miał do czynienia z takimi fachowymi poradami może to nieźle zamieszać w głowie. Czy to oznacza, że na takie kursy trzeba spojrzeć z przymrużeniem oka? Oczywiście, że nie. Najlepszym sposobem aby zostać dobrym mówcą jest praktyka, praktyka i jeszcze raz praktyka. Dobry trener podpowie jak radzić sobie z emocjami i pauzami wypełnionymi: yyyyy, eeee itd. a to już znacznie może zmienić sposób komunikacji.
Osobiście zamierzam wybrać się na spotkania organizacji Toastmasters. Działają w wielu miastach Polski. Klubowicze spotykają się regularnie, wygłaszają przemowy i wzajemnie dają sobie feedback. Poza tym, w takim miejscu pewnie można spotkać wiele fajnych osób
Istnieje kilka podstawowych rzeczy, które można w swojej komunikacji poprawić od zaraz. Najlepiej wprowadzać je po kolei ponieważ kontrola wszystkiego od razu może być małym wyzwaniem.
Tempo głosu. W fachowej literaturze pisze, że zbyt szybkie mówienie jest oznaką poddenerwowania i braku pewności siebie. Coś w tym jest. Jednak Tony Robbins też mówi szybko, a mimo to uznawany jest za jednego z najlepszych mówców na świecie. Mówienie wolne jest usypiające i mało przekonujące. Trzeba znaleźć odpowiednie tempo, które jednocześnie będzie brzmiało naturalnie.
Najlepszym rozwiązaniem aby sprawdzić swoje tempo głosu jest nagranie siebie. Najlepiej podczas rozmowy telefonicznej bo gdy zaczniesz po prostu się nagrywać będziesz to kontrolował. Chodzi o to, żebyś wiedział jak mówisz kiedy się komunikujesz. Na luzie, bez kontroli.
Oddech. Zawsze mówisz na wydechu. Jak nie wierzysz to spróbuj powiedzieć cokolwiek wdychając powietrze
. Kiedy mówisz szybko, to przerwa na oddech jest znacząca. Kiedy mówisz wolniej i zrobisz przerwę na oddech jest to całkowicie naturalne. Kiedyś miałem okazję słuchać płyty chorwackiego uwodziciela Bad Boya, który robi dość długie pauzy między wypowiadanymi zdaniami ( możesz go zobaczyć TUTAJ ). Pauza sprawia, że rozmówca prawdopodobnie powtórzy sobie ostatnie słowa w głowie.
Ludzie kiedy się komunikują mają tendencję do zapełniania pauzy dźwiękami: yyyy,eeee itd. Cisza będzie zdecydowanie lepsza.
Mowa ciała. Jest tego tak wiele, że trudno wszystko spamiętać, ale wszystko jest do wyćwiczenia. Należy kontrolować postawę ciała, mimikę twarzy i wiele innych rzeczy. Jednak na początek wystarczy pamiętać o kilku podstawach. Kiedy mówisz używaj naturalnie rąk: kreśl nimi obrazy, wyliczaj, klaśnij, tupnij, uderz pięścią w stół. To zawsze zaznacza emocjonalność wypowiedzi. Zobacz w jaki sposób rozmawia ze swoimi gośćmi wspomniany już Tony: KLIK – zwróć uwagę jak pracują jego ręce.
Kontakt wzrokowy. Jak ktoś nie patrzy mi się w oczy to moim zdaniem albo ma coś do ukrycia albo jest nieszczery. W świecie zwierząt wzrok jest równie ważną sprawą jak wśród ludzi. Kto pierwszy zerwie kontakt wzrokowy okazuje słabość. Jednak nie polecam testować w autobusie z wracającymi z meczu kibicami
. Pamiętaj, że oczy są zwierciadłem duszy dlatego gdy z kimś rozmawiasz to utrzymuj kontakt wzrokowy. Słuchacz wie, że go słuchasz i chętniej będzie z Tobą rozmawiał w przyszłości. Rozglądanie się na boki, szperanie w komórce, torebce lub notesie jest co najmniej nie na miejscu.
Entuzjazm. Kiedy mówisz z entuzjazmem i podkreślasz intonacją głosu najważniejsze słowa to stajesz się bardziej wiarygodny. Nie ważne czy jesteś trenerem, handlowcem czy pracownikiem biurowym. Emocje są zaraźliwe jak wirus i jeżeli mówi do nas ktoś pełen energii to ta energie po chwili przejdzie na nas. Wyobrażasz sobie mówcę motywacyjnego, który zachęcałby Cię do działania cichym i spokojnym głosem?! To dopiero byłby ubaw
.Gdy będzie bił od Ciebie entuzjazm to będziesz 100 razy bardziej wiarygodniejszy w tym co mówisz.
Trzymaj się tematu. Ludzie mają tendencję do dygresji. Oczywiście, wszelkiego rodzaju anegdoty czy krótkie historie mające zbudować odpowiedni stan emocjonalny są jak najbardziej ok., ale zdarza się tak, że ktoś omawia jakiś temat, później robi dygresję, potem kolejną i kolejną aż w końcu zadaje pytanie „o czym to ja mówiłem?” Dlatego wracaj do głównego wątku i mów konkretnie to, co masz do powiedzenia.
To tylko zalążek tematu. Na temat komunikacji napisano opasłe tomy. Mnie zależało, aby przekazać Ci tylko i wyłącznie kilka prostych podstaw, które możesz od zaraz ćwiczyć. Po co się tego wszystkiego uczyć? Ponieważ wszędzie się komunikujesz. Im lepiej potrafisz się komunikować tym szybciej osiągniesz zamierzone cele.
Przeczytaj podobne wpisy:

Wrzesień 1st, 2009
Bartek
Posted in
Tags: 

Tony Robbins mówi szybko, bo szybkie tempo wymaga wysokiej koncentracji drugiej strony
Łącząc szybkie tempo z wieloma wartościowymi spostrzeżeniami i zachętami wywołuje lepszy efekt niż gdyby to samo powiedział wolniej
Masz może dobry sposób utrzymywania kontaktu wzrokowego? Przyznam, że wolę rozmawiać bez kontaktu wzrokowego, gdzie jest on sporadyczny, bo rozmowa jest swobodniejsza (stąd preferuję spacery). Wiem, że kobiety sobie z tym radzą, bo one od zawsze patrzyły w oczy dzieciom, jak je tuliły. Mężczyźni siedząc w krzakach na polowaniu byli ramię w ramię, rzadko kiedy przekazując coś na siebie patrzyli (ewentualnie chwilkę). Patrzyli dłużej w oczy tylko przeciwnikom, tak jak napisałeś.
PS: Tytuł postu mógłby brzmieć „Kontrolujesz to jak mówisz?”
Pozdrawiam radośnie,
Orest
@Orest: też oglądałem tą prezentację na TED
Co do kontaktu wzrokowego – po prostu go utrzymuje. Nie zastanawiam się nawet jak. Kiedy patrzę ludziom w oczy łatwiej mi odczytać czy rozumieją to, co do nich mówię. Będąc ramię w ramię rozmówca może gdzieś odpłynąć. Chyba, że co jakiś czas będziesz go angażował pytaniami: Co o tym myślisz? Jak Ci się to podoba? Jakie Ty masz zdanie na ten temat? – to też dobra taktyka.
Pozdrawiam,
Bartek
„Kiedy mówisz szybko, to przerwa na oddech jest znacząca. Kiedy mówisz wolniej i zrobisz przerwę na oddech jest to całkowicie naturalne”. Z moich obserwacji wynika, że osoba mówiąca szybko oddycha raczej płytko i szybko, dzięki temu nie musi robić długich przerw na oddech. Często takie osoby to wzrokowcy, którzy mówią szybko, żeby nadążyć za mnóstwem obrazków, które przewijają się im podczas wypowiedzi. Co się tyczy natomiast osób, które uciekają wzrokiem, to niekoniecznie jest tak ,że jeśli „ktoś nie patrzy mi się w oczy to moim zdaniem albo ma coś do ukrycia albo jest nieszczery”. Kinestetycy, do których i ja się zaliczam uciekają wzrokiem, wbijają go w ziemię, bo jest to odzwierciedleniem sposobu, w który pracuje ich mózg. Oczywiście, dobrze jest ćwiczyć w sobie elastyczność w komunikacji, mając choćby świadomość, że łatwo paść ofiarą stereotypowego i krytycznego osądu ze strony innych, tym bardziej, gdy twój styl bycia odbiega od reszty.
Pozdrawiam serdecznie Waldek
@Waldek: dlatego napisałem „moim zdaniem”
Jasne, że czynniki takiego a nie innego zachowania mogą mieć zupełnie inne podłoże. Co do generalizacji na temat wzrokowców i ich szybkiego mówienia: słyszałem to na jakimś treningu NLP, ale tu założenie jest podobne do tego, o ruchu gałek ocznych-jak ktoś patrzy na dół i na lewo to kłamie a jak na prawo i do góry to coś sobie przypomina. Często ta wiedza jest duplikowana i powtarzana przez kolejnych trenerów bez jakiegokolwiek badania, więc byłbym ostrożny.
„Kinestetycy, do których i ja się zaliczam uciekają wzrokiem, wbijają go w ziemię, bo jest to odzwierciedleniem sposobu, w który pracuje ich mózg.” – możesz rozjaśnić? Czemu wbijają wzrok akurat w ziemię a nie w oczy rozmówcy? W jaki sposób pracuje mózg kinestetyków?
Pozdrawiam,
Bartek
Jak rozmawiam na spacerach to jest to żywa wymiana zdań – nikt dłużej nie mówi, więc łatwo można wyczuć ewentualne znudzenie. A jeśli siedzę twarzą w twarz z inną osobą to patrzę na usta, aby „lepiej widzieć co mówi” druga osoba
Podobnoż to pożądania drugiej osoby, z czym trudno mi się zgodzić.
Mnie również zaciekawiło to patrzenie w ziemię przez kinestetyków. Jestem raczej wzrokowcem i też lubię patrzeć w „nic” czy przestrzeń. Mógłbyś nam coś więcej, Waldku, o tym powiedzieć?
PS: Nie wiedziełam skąd wiem o kobietach utrzymujących wzrok czy mężczyznach w krzakach… a to TED
Pozdrawiam radośnie,
Orest
Witam
z tym patrzeniem w ziemię to ciekawa sprawa, bo zauważyłam, że niektóre osoby robią tak jak sądzę z braku pewności siebie. Mogę to poświadczyć także po sobie, bo ilekroć nie czuję się pewna w relacji z kimś, jakoś trudno mi patrzeć mu w oczy, a z całą pewnością wtedy ani nie kłamię, ani niczego nie ukrywam:) Może to być powiązane z tym, co czytałam a propos kotów, skoro było już wspominane o zwierzętach. Dla nich patrzenie sobie w oczy jest rzucaniem sobie wyzwania, które drugi kot albo podejmie i wtedy efekt jest podobny do rzucania wzrokowego wyzwania wspomnianym kibicom;) Albo nie podejmie i po prostu nie ma konfrontacji, co bynajmniej rezygnującemu kotu nie uwłacza.
Ja najefektywniej zresztą skupiam się na sensie czyjejś wypowiedzi patrząc właśnie w dół – a jestem czuciowcem-słuchowcem, bo wtedy żadne obrazy mnie nie rozpraszają i koncentruję się na komunikacie.
pozdrawiam
@Gosia: Kiedy słuchasz może jest to ok, ale gdy mówisz do kogoś to jak się czujesz gdy ta osoba spuszcza wzrok? Jak ktoś nie ma świadomości o wzrokowcach, kinestetykach i ich przetwarzaniu informacji to najzwyczajniej pomyśli, że druga osoba nie jest zainteresowana tematem.
Mam nadzieję, że Waldek napisze coś więcej o tej pracy mózgu. Pogooglowałem już trochę, ale bez zadowalających rezultatów.
@Orest: jakbyś mi się patrzył na usta podczas rozmowy to pomyślałbym ,że mam coś na zębie
Pozdrawiam serdecznie,
Bartek
Bartek, Orest – kinestetykowi patrzenie w dół a nie w oczy rozmówcy umożliwia skoncentrowanie się na swoich uczuciach. Bo to właśnie uczucia są dla niego najważniejsze, poprzez nie słucha swojego rozmówcę. Kinestetyk jest bardzo wrażliwy na komunikaty niewerbalne (wyraz twarzy, język ciała, nastrój rozmówcy). Gdy patrzę w oczy rozmówcy, rozprasza to moją koncentrację na jego słowach, ponieważ głowię się nad jego emocjami i tworzę z tym związany dialog wewnętrzny. 100%-owych kinestetyków, wzrokowców i słuchowców jest zaledwie parę procent, a co za tym idzie nawet zaszufladkowanie kogoś lub siebie samego np. jako wzrokowca nie oznacza, że ta osoba musi wszystko robić wedle jednego tylko systemu.
Pozdrawiam, Waldek
@Waldek, Gośka: dzięki wielkie za rozjaśnienie (swoją drogą to predykat wzrokowy zgadza się? Rozjaśniamy obrazy
) Do tej pory tylko miałem okazję czytać w różnych książkach o tym wszystkim, ale pierwszy raz mam okazję dowiedzieć się od ludzi jak to u nich działa. U mnie jest zupełnie inaczej- patrzę w oczy i jestem tylko tu i teraz. Żadnych dialogów wewnętrznych, żadnego oceniania i analizowania. Niestety wiele osób słyszy co się do nich mówi jednak nie słucha.
W książce F. Bettgera „Jak przetrwać i odnieść sukces w biznesie” jest napisane, żeby obserwować aktorów filmowych, w momencie kiedy prowadzą dialog. Gdy jeden mówi-drugi słucha z uwagą. Coś w tym jest- w końcu mamy dwoje uszu i jedne usta po to, by dwa razy więcej słuchać niż mówić
Niezmiernie wam dziękuję za wkład wniesiony w tego bloga. To miejsce przestaje być tylko moim kanałem dystrybucji treści a staje się naszym wspólnym podwórkiem:) Dzięki!
Teraz już za każdym razem, jak ktoś mi się będzie patrzył na usta to będę myślała o zębach;)
Ale porady, żeby nie patrzeć w oczy, tylko na usta są w każdym artykule z poradami jak się zachować, np. na rozmowie o pracę lub na egzaminie.
Będąc na studiach poznałam pewnego pana profesora, który rozmawiając ze mną ZAWSZE patrzył z ziemię. Na początku naprawdę obawiałam się, że chce mnie spławić albo po prostu mnie nie lubi. Potem zauważyłam, że on tak rozmawia z każdym i w ogóle jest człowiekiem bardzo niepewnym siebie (mimo, iż to znakomity fachowiec w swojej dziedzinie) i małomównym. On po prostu zawsze był speszony rozmową z drugim człowiekiem.
Ja mam to samo co pisze Waldek – kiedy patrzę na kogoś to myślę o tym jak mu się układają włosy, jaki ma kolor oczu, analizuję karnację – tysiące niepotrzebnych informacji, które mnie rozpraszają. Kiedy naprawdę kogoś słucham, nie mogę na niego patrzeć. Okropne prawda?;)
Teraz zawsze będę czuła się jak kłamczucha z brudnymi zębami;)
Gosia:
Praktykuję to u nas i najlepiej wymienia się spojrzenia i uśmiechy ze starszymi paniami
Patrzenie sobie w oczy jak się mijam na ulicy z ludźmi wygląda inaczej u nas w Polsce a inaczej np. w Szkocji. W Polsce spróbuj mijanym ludziom patrzyć w oczy to albo speszą się i opuszczą głowę spoglądając w ziemię, albo poczują się atakowani lub bardzo zdziwieni o co nam chodzi. W Szkocji jest to naturalne i bardzo często wiąże się z wymianą uśmiechów
Waldek:
Z tego co piszesz mam wrażenie, że kinestetykowi wygodniej byłoby spoglądać na rozmówcę, aby wyłapać więcej komunikatu niż tylko z samych słów. Niby „dużo” % treści jest niewerbalnie przekazywana a tylko trochę werbalnie. Nie chcę nikogo szufladkować, tylko lepiej zrozumieć dlaczego kinestetycy uciekają wzrokiem. Ja jestem pomieszanym wzrokowcem ze słuchowcem – więc albo patrzę na usta, aby „widzieć” co do mnie się mówi, albo uwalniam wzrok (patrząc w nicość) aby dokładniej słuchać
Gosia:
Wielokrotnie spotkałem się z poradą, że jeśli komuś niewygodnie jest patrzeć w oczy rozmówcy, to żeby się skupić na czole, między brwiami. Na usta się odradza. Najwyraźniej u każdego inaczej to działa
Bartek:
Nie prowadzę wtedy rozmowy, więc mogę się bardzo skupić na tym, aby odczytać emocje, to co te oczy przekazują.
Jako wzrokowiec lubię patrzeć w oczy tylko na zdjęciach
I nie dziękuj jeszcze… myślę, że to dopiero początek tej rozmowy
Pozdrawiam radośnie,
Orest
Orest: zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz- z czego wynikają te różnice? Czy są to pewne rzeczy, z którymi człowiek się rodzi czy następują one dopiero w procesie uczenia się, przejmowania wzorców od rodziców, pierwszych znajomych? Jakie procesy musiały zajść na pewnym etapie życia, że jedna osoba patrzy prosto w oczy a inni czują wtedy dyskomfort? W zasadzie wracamy do pytania czy człowiek rodzi się jako Tabula Rasa czy już ma wpisane odpowiednie zachowania zanim jeszcze pojawi się na świecie.
W książce „Gra”, którą mi podesłałeś jest jasno pokazane, że dobry mentor/model może sprawić ogromne zmiany w życiu. Fakt, że goście trochę się zatracili w swoim fachu i uwodzenie stało się wręcz ich obsesją. Jednak trenerzy z ciapowatych i nieśmiałych gości potrafili zrobić towarzyskich i pożądanych przez kobiety facetów. To daje do myślenia-jeśli człowiek chce, może wyćwiczyć dosłownie wszystko.
Pozdrawiam,
Bartek
Orest: „Z tego co piszesz mam wrażenie, że kinestetykowi wygodniej byłoby spoglądać na rozmówcę, aby wyłapać więcej komunikatu niż tylko z samych słów”. Pisząc o kinestetykach, dokonałem uproszczenia. Do grupy kinestetyków zaliczam: 1. dotykowców, czyli kinestetyków sensu stricto-osoby preferujące ruch; 2. czuciowców-osoby b. dobrze rozpoznające stany emocjonalne swoje i innych; 3. węchowców i smakowców.
Czuciowiec patrzy na rozmówcę. Robi to, aby wyczytać emocje z jego twarzy. Zastanawia się przy tym często czy ten ktoś go lubi. Dotykowiec natomiast podczas rozmowy unika kontaktu wzrokowego. Bardzo rozprasza go ruch, gdy kogoś słucha lub mówi.
Zdanie „Gdy patrzę w oczy rozmówcy, rozprasza to moją koncentrację na jego słowach, ponieważ głowię się nad jego emocjami i tworzę z tym związany dialog wewnętrzny” napisał więc dokładnie po części czuciowiec i dotykowiec;-) Wolę słuchać kogoś patrząc w ziemię-bardziej się w ten sposób skupiam. Ale nie robię już tego, bo wiem, że źle to wpływa na rozmowę. Gdy patrzę na twarz rozmówcy, to faktycznie zastanawiam się nad jego emocjami, co niestety utrudnia konwersację, gdyż przy tym tworzę dialog wewnętrzny, a powinienem przecież być maksymalnie skupiony na tej osobie. Zacząłem i nad tym pracować poprzez m.in. ćwiczenia na stan up-time, o którym wspomina Bandler w „Z żab w księżniczki”.
Pozdrawiam serdecznie, Waldek
Witam wszystkich
Ja nie potrafię prowadzić rozmowy nie patrząc na osobę, z którą rozmawiam. Nawet kiedy rozmawiam przez telefon czy komunikator tworzę w głowie obrazy, jak osoba po drugiej stronie się zachowuje, jaką ma minę, co czuje, jak odbiera to co mówię itp. Obserwowanie gestów podczas rozmowy bardzo mi pomaga. Wiem czy osoba, z którą rozmawiam rozumie mnie i czy w ogóle mnie słucha. Nie przeszkadza mi kiedy osoba podczas rozmowy nie patrzy bezpośrednio na mnie, np. jego wzrok jest skierowany w dal, pod warunkiem że aktywnie uczestniczy w rozmowie
Pozdrawiam ciepło
Ola
Bartek:
One nie mają z tym problemu, bo się jeszcze nie nauczyły, aby nie patrzeć. A zobacz co się dzieje, gdy jest w wieku przedszkolnym – jak coś zbroi to rodzice, opiekunowie, nauczyciele stają oko w oko z dzieckiem i wymagają przeprosin, tłumaczeń. A jak dziecko coś dobrze zrobiło to z pozycji stojącem kładą rękę na głowie czy ramieniu dziecka i mówią „Dobrze!” nie patrząc w oczy. Uczymy się, że patrzenie się w oczy wiąże się z czymś niedobrym.
Z tego co wyczytałem, widziałem, wywnioskowałem, to po mojemu jesteśmy poczęci jako „tabula rasa”. Pewnie widziałeś programy lub czytałeś o tym, że dzieciom, które były w brzuchu matki odtwarzano muzykę rodziły się bardziej wyczulone na dźwięki, z lepszym słuchem. Stąd wnioskuję, że uczuciowa matka przekazuje dziecku więcej emocji. Więc nasze predyspozycje są pewnie na nas przenoszone.
Co do kontaktu wzrokowego to tutaj myślę (na podstawie szerokich obserwacji i rozważań), że to kwestia naszej kultury. Jak będziesz mijał kobiety z wózkiem (spacerowym) to zacznij spoglądać w oczy dziecka. Jeśli nie będzie zaabsorbowane zabawką to będzie obserwować świat i ludzi. To też genialny wykrywacz emocji – albo się do Ciebie uśmiechnie jak będzie czuć, że się uśmiechasz, albo posmutnieje
To co piszesz o tych ciapowatych facetach przeradzających się w towarzyskich ludzi to świadectwo na to, że jak naszą „tabule rasę” zapiszemy to jak na flipchart’ie możemy zmazać i zapisać coś ponownie
Waldek:
Rozumiem w czym rzecz, z tymże dalej mnie dziwi to, że ktoś, kto świetnie odczytuje z twarzy i oczu emocje (czuciowiec) rezygnuje z tego niewerbalnego przekazu na rzecz tylko słów, werbalnego przekazu, który jest zdecydowanie uboższy. Takie podejście rozumiem w rzeczowej rozmowie, gdzie ważne są informacje/dane a nie ładunek emocjonalny. Ale cieszę się, że poruszyłeś ten temat. Naświetliło mi to pewien problem i jak tylko będę pamiętał i miał okazję to zbadam temat
Ola:
Generalnie wolę widzieć (jako przeważający wzrokowiec, sporadycznie spoglądając), że rozmówca jest obok.
Zastanawiające, że jako po części słuchowiec słabo radzę sobie w rozmowach przez komunikator czy telefon
Pozdrawiam radośnie,
Orest
Orest: właśnie czuciowiec patrzy Ci na twarz, głodny tych emocji, które z niej może wyczytać. Bardzo dobrze wyczuwa Twój nastrój. To dotykowiec patrzy w ziemię, gdyż w ten sposób lepiej się koncentruje na rozmowie. A tak w ogóle to najlepiej Cię zrozumie podczas np. jazdy na rowerku;-)
Pozdrawiam, Waldek
Waldek:
To teraz mnie dziwi jak to się dzieje, i dlaczego, że u Ciebie podczas rozmowy bardziej ujawnia się dotykowiec, a u mnie (będąc bardziej wzrokowcem niż słuchowcem) słuchowiec
Może dlatego, że za bardzo skupiamy się, na tym, że rozmowa to tekst a nie ładunek emocjonalny? (głośno rozważam)
Mój błąd – skupiłem się na tym, że jesteś czuciowcem i dotykowcem
Pozdrawiam radośnie,
Orest
A ja mam refleksję trochę z innej beczki;) właśnie zorientowałam się, że nawet świadomie obserwując się i analizując swoje postępowanie, możemy wyciągać błędne wnioski. Ostrzegam, że mój przykład jest dość specyficzny;)
Od pewnego czasu miałam wrażenie, że podczas mycia naczyń przychodzą mi do głowy ciekawe pomysły i skojarzenia, co sugerowałoby we mnie element dotykowca – ruch, dotyk naczyń, konkretne działanie budzące pewne skojarzenia i myśli. Generalnie nie jestem dotykowcem, ale skoro wszyscy w jakimś stopniu jesteśmy mieszańcami, to nie zdziwiło mnie jakoś specjalnie. Ale dzisiaj zauważyłam, że to nie mycie naczyń podsuwa mi myśli, ale fakt, że…ja podczas tego mycia nucę:) A skojarzenia wywołane piosenką albo jej kontekstem kulturowym to już raczej specyfika słuchowca, którym zdecydowanie jestem. Czasem mamy rozwiązanie przed nosem, a patrzymy w dal…
Orest: „(głośno rozważam)”. A jesteś pewien, że nie jesteś raczej słuchowcem?;-)
@Waldek: W takim razie co możesz polecić osobom, które są dotykowcami/czuciowcami a znajdują się w kontekstach wymagających innego rodzaju komunikacji np. rozmowa kwalifikacyjna. Patrzenie w podłogę może potencjalnego pracownika zdyskwalifikować na dzień dobry, mimo że będzie wybitnym specjalistą w tym co robi. Osobiście przychodzi mi do głowy tylko trening i bywanie często w takich sytuacjach aby po jakimś czasie taka osoba czuła się swobodnie na rozmowie w cztery oczy. Jak są lepsze sposoby to podziel się z nami
@Gośka: ciekawe spostrzeżenie-mam podobnie kiedy prowadzę samochód. Szkoda, że wtedy są problemy z zapisaniem bo wielokrotnie zdarzyło mi się, że pomysł bezpowrotnie uleciał gdy coś łamało wzorzec działania: np. ktoś mnie wyprzedza, czerwone światło, radiowóz na poboczu itd. Kiedy mam zupełny luz jestem w stanie zapisać kilka-kilkanaście pomysłów po zatrzymaniu samochodu.
@Ola: kiedy czytam maila od kogoś z kim miałem okazję rozmawiać lub przez komunikator to czytam to głosem tej osoby. Wiecie, na filmach czasami są takie sceny, że ktoś czyta list i podłożony jest głos nadawcy. Kiedy czytam komentarze i pisze Orest to czytam to jego głosem bo mieliśmy okazję rozmawiać i słuchałem jego radiowej wypowiedzi.
Aż dziw bierze, że z tymi wszystkimi wzrokowcami, kinestetykami i słuchowcami ludzie potrafią się w miarę dogadywać
Komunikacja odbywa się na kilku poziomach. Jak znajdę to podeślę fragment pewnego newslettera, który świetnie to obrazował.
Pozdrawiam,
Bartek
U mnie przed rozmowami, spotkaniami działa mini trening, czyli ogólnie ćwiczenia fizyczne. W tym zakresie najlepiej sprawdza się wysiłek z uderzeniami (np. karate). Po tym mniej się skupiam na sobie, a bardziej moje spostrzeganie jest na zewnątrz, skoncentrowane na obserwacji i słuchaniu innych. Dobrym ćwiczeniem na uzewnętrznienie się, a przez to patrzenie na rozmówcę jest też tzw. alphabet game. Stajesz w swobodnej wyprostowanej pozycji, ręce opuszczone. Druga osoba stoi przed Tobą z plikiem kartek A4 na których wypisane są różne litery-po 2 na kartkę ułożone w pionie. Gdy ta osoba pokaże Ci daną kartkę, Ty literę na górze wymawiasz na głos, litera na dole odpowiada podnoszonej ręce (L – ręka lewa, P – ręka prawa, O – obie ręce).Ręce podnosisz równocześnie z wypowiadaną literą w bok. Możesz je lekko zgiąć w łokciu. Ważne, aby były luźne. Poza tym tak jak napisałeś praktyka to podstawa.
Ponoć geniusze, ludzie sukcesu osiągają tak dużo, gdyż mają umiejętność elastycznego korzystania z więcej niż jednego systemu reprezentacji. W ten sposób są bardziej kreatywni i lepiej komunikują się z otoczeniem. Wszystkiego można się nauczyć, tylko trzeba mieć w sobie motywację do wysiłku i wychodzenia ze strefy komfortu:-)
Pozdrawiam serdecznie, Waldek
@Waldek: alfabet game znam i stosuję. Mam świetny skrypt z alfabetem, który odpala się przez przeglądarkę. Można ustawić tempo zmiany liter. Zabawa jest niesamowita! Poza rękami ja dodaje jeszcze unoszenie nóg: jak prawa ręka to lewa noga i odwrotnie. Jak obie ręce to lekki przysiad. Jednak najszybciej wchodzę w uptime kiedy żongluję trzema piłeczkami, i zamiast rąk unoszę nogi zgodnie z alfabetem. Jak chcesz mogę podesłać zabawkę na maila. Jak ktoś jeszcze jest zainteresowany to pisać
Podeślę na maile podane przy komentarzach.
@Orest: Pewnie, że tak-wiedząc jak to działa możemy komunikować się jeszcze lepiej
Pozdrawiam weekendowo,
Bartek
Waldek:
„Wyraźnie rozważać” się jeszcze nie nauczyłem
W pierwszej kolejności wzrokowcem… później słuchowcem
Bartek:
Ciekawe to co piszesz o tym czytaniu czyimś głosem. Emulować czyjś głos bym nie potrafiłem, ale czytając „The Element” Kena Robinsona parę stron przeczytałem jego akcentem i tempem
Fakt, że lepiej rozmawiać z ludźmi niż się zastanawiać gdzie patrzeć, jak gestykulować itd. Tutaj jednak możemy sobie rozłożyć na czynniki pierwsze sposób komunikacji, aby z ciekawości wiedzieć jak to działa
Pozdrawiam radośnie,
Orest
Ta wyższość ciszy nad przerywnikami to nie do końca prawda
Często, podczas rozmowy, takie przerywniki mówią naszemu rozmówcy, że jeszcze nie skończyliśmy swojej kwestii i nie powinien nam przerywać
Osobiście się z tym spotykam w szkole, kiedy przy odpowiedzi przy tablicy stosuję taką pauzę, a pani przechodzi do następnego pytania
Bartek: piłeczki – na to nie wpadłem. Świetny pomysł. Koniecznie spróbuję:-)
Podobne ćwiczenie: tu również podnosimy ręce, jak w poprzednim, ale zamiast górnych liter mamy zapisane nazwy kolorów (po jednej na kartkę). Każdy wyraz jest napisany innym kolorem, np wyraz czerwony mamy zapisany zielonym itd. Podczas machania rękoma wymawiamy kolor, jakim jest napisany wyraz.
pozdrawiam, Waldek
Waldek tutaj jest fajna zabawka: http://faither.za.pl/colorgame.html#200 Ważne aby wymawiać nazwę koloru a nie to, co jest napisane
Poproszę tą zabawkę na maila z :Wrzesień 5, 2009 o 12:13 pm,
pozdrawiam
Witam!
Niezły galimatias z tym patrzeniem w oczy. Mojej żonie zawsze się podobało, że ja jej zawsze patrzyłem prosto w oczy. Aż raz mi powiedziała jakie było jej zdziwienie, kiedy zauważyła, że ja po prostu zawsze patrzę się w oczy, jak z kimś rozmawiam. Niektórzy różnie to odbierają. Niektórzy mogą nawet wnioskować czyjąś orientację seksualną na tej podstawie. Podobno może to tak wyglądać, jak facet patrzy facetowi prosto w oczy
. Ludzie mają różne aparycje, więc może faktycznie całościowo może to u niektórych tak wyglądać. W każdym razie ja staram się już nie patrzeć w oczy cały czas, więc skupiam częściowo na nosie i patrzę też na różne części twarzy.
Ktoś zadał pytanie, czy człowiek rodzi się z „wbudowanym”
systemem reprezentacji, czy nabywa się go z wiekiem. J. O’Connor i J. Seymour piszą w „NLP wprowadzenie do programowania neurolingwistycznego” „Zastanawiające jest, że podczas myślenia mamy tendencję do faworyzowania jednego, może dwóch systemów reprezentacji, bez względu na to, o czym myślimy. Jesteśmy zdolni używać wszystkich, ale około jedenastego czy dwunastego roku życia posiadamy już wyraźne preferencje.” Czyli chyba rodzimy się z większymi możliwościami, a z wiekiem sami się ograniczamy?
Widać tutaj, że wiele osób próbuje wywnioskować jaki system reprezentacji do nich pasuje. A przecież nikt nie jest stricte wzrokowcem, słuchowcem, czy kinestetykiem. I chyba wcale nie znaczy, że jeśli ktoś jest głównie wzrokowcem, zawsze będzie patrzeć komuś w oczy, czy tak? Wspomniani panowie J. O’Connor i J. Seymour w swojej książce piszą również „Trzeba jednak koniecznie pamiętać, że wszystkie te ogólne zasady muszą być sprawdzone przez obserwację i doświadczenie”. Ja osobiście jak z kimś rozmawiam, żeby sobie coś przypomnieć czasami odwracam wzrok, ale często patrzę wtedy w różne strony, a czasami nie odrywam wzroku od rozmówcy i nie próbowałbym klasyfikować siebie w taki sposób, że jak patrzę w jeden sposób, to sobie przypominam obrazy, w inny dźwięki, a w jeszcze inny zmyślam. Próbując zaobserwować to u siebie, najczęściej widzę nieregularność.
Heh, nie wiem czy o tej godzinie udało mi się napisać, to co chciałem i czy czegoś nie pomieszałem, ale pozdrawiam!
Paweł
Paweł: „I chyba wcale nie znaczy, że jeśli ktoś jest głównie wzrokowcem, zawsze będzie patrzeć komuś w oczy”. Patrzenie komuś w oczy jest tylko jednym ze znaków, że ten ktoś to wzrokowiec. Do tego dochodzi szybkie tempo wypowiedzi, płytki, ledwo zauważalny oddech, wyprostowana sylwetka, częste kierowanie oczu do góry podczas rozmyślania, szybka, energiczna gestykulacja i najważniejsze-słownictwo związane ze wzrokiem i obrazem (patrzeć, jasny,wyjaśniać, zauważać itp.). „nikt nie jest stricte wzrokowcem, słuchowcem, czy kinestetykiem”. Ponoć parę procent ludzi posługuje się całkowicie jednym tylko systemem reprezentacji rzeczywistości. Pozostałe zależnie od sytuacji różnymi, ale z dominacją jednego z nich.
Pozdrawiam,
Waldek
Nie, no jasne, że czynników jest więcej. Nie miałem na myśli, że jest to jedyny element. Trochę źle się wyraziłem. Ale próbując znaleźć dla siebie najbardziej odpowiadający mi system reprezentacji, zauważyłem, że na przestrzeni jakiegoś dłuższego okresu, te elementy, które wskazują na dany system u mnie zmieniają się. Na przykład słownictwo. Raz mówię, że coś mi się widzi i w tym co mówię więcej wyrażeń jest związanych ze wzrokiem. Innym razem częściej wykorzystuję słownictwo związane ze słuchem. Jeszcze innym razem zauważyłem, że ciągle powtarzam, że o coś mi chodziło. Tak samo jest z oddechem, jak jestem w jakąś rozmowę żywo zaangażowany, oddycham szybciej, trochę pogestykuluję itd. Innymi słowy miałem na myśli, że niektórzy różnie się zachowują w różnych sytuacjach, tak jak napisałeś, ale w każdej sytuacji można by wytypować różne preferowane systemy reprezentacji. Może niedokładnie się obserwuję, ale jaki procent ludzi tak ma?
Pozdrawiam,
Paweł
Gdzie mozna pobrac template ktory uzyles na swoium blogu ?